Bosko-ludzka obecność Chrystusa

146

Chrystus Eucharystyczny wynoszony z kościoła

Dopiero na tym tle możemy bardziej zrozumieć znaczenie i celowość osobnego święta Bożego Ciała, które Urban IV wprowadził w 1264 roku do kalendarza liturgicznego dla całego Kościoła. Chodziło z jednej strony o reakcję na szerzące się herezje i wzmocnienie wiary prostego ludu. Z drugiej o podkreślenie istotnej roli Eucharystii w życiu Kościoła, nawet jeśli początkowo wyglądało to jak rzucenie deski ratunkowej. Pierwotnie święto Bożego Ciała nie było połączone z procesją. Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się dopiero w XV wieku, najpierw w formie nieprzerwanego przemarszu z Najświętszym Sakramentem, zakończonego uroczystym błogosławieństwem. Później procesja rozwinęła swoją obrzędowość. Powstały cztery stacje (cztery strony świata), połączone z czytaniem Ewangelii i błogosławieństwem pól i domostw, mającym również wyjednać obfitość plonów i ochronę przed rozmaitymi nieszczęściami. Chrystus Eucharystyczny wynoszony z kościoła na ulice miast i wsi był również widzialnym umocnieniem dla ludu, biorąc pod uwagę panoszące się epidemie i choroby, zbierające wówczas okrutne żniwo.

Znaczenie Bożego Ciała wzrosło niepomiernie z chwilą wybuchu Reformacji. Zwingli widział w Eucharystii symbol Chrystusa. Jan Kalwin mówił o duchowej obecności Chrystusa. A Marcin Luter uznał, że Chrystus jest wprawdzie realnie obecny w Eucharystii, ale przy równoczesnej realności chleba i wina. Nadto nie było wiadomo, jak długo jest On obecny w świętych postaciach. Nic dziwnego, że właśnie wtedy procesja Bożego Ciała w sposób szczególny posłużyła za sztandar katolicyzmu i oręż niewzruszonej wiary w bóstwo i człowieczeństwo Chrystusa, obecnego w Eucharystii. Na naszym polskim gruncie możemy chociażby wspomnieć słynną procesję przeora Augustyna Kordeckiego podczas oblężenia Jasnej Góry przez protestanckich Szwedów, opisaną przez Sienkiewicza. Oprócz modlitwy chodziło o podkreślenie wyraźnej różnicy między katolikami a protestantami.

A co dzisiaj?

Tradycja procesji Bożego Ciała w naszym kraju jest wciąż żywa. Zwłaszcza w latach powojennych służyła jako wyraz religijnej i narodowej manifestacji, co dawało Polakom poczucie jedności w konfrontacji z komunistycznym reżimem.

Możemy się jednak zapytać, czym uroczystość Bożego Ciała jest dla nas dzisiaj? Czy nadal chodzi o konfrontację z tymi, którzy na różne sposoby nie wierzą w Chrystusa Eucharystycznego? Czy w kraju, w którym 96% obywateli uważa się za katolików trzeba tę wiarę manifestować? Bez wątpienia ten wymiar chrześcijańskiego życia zachowuje ciągle swoją aktualność. Nigdy dość przypominania o tym, co istotne.

Natomiast zmieniają się uwarunkowania historyczne. Chociaż korzenie tego święta uwikłane są w spory i doktrynalne przepychanki, posiada ono dużo głębsze znaczenie, być może wciąż przez nas nieodkryte. Słusznie pisze w „Życiu” Tomasz Terlikowski, że jeśli głębiej spojrzeć na strukturę i treść procesji Bożego Ciała, to można w niej dostrzec katolicyzm w pigułce – jego najistotniejsze elementy: kondycja wędrującego pielgrzyma, głoszenie Słowa na cztery strony świata, realna wspólnota Kościoła, Chrystus obecny nie tylko w murach kościoła, ale w naszej codzienności – co uwypukla społeczny wymiar chrześcijaństwa.

Właśnie ta wielowymiarowość procesji skłania do głębszej refleksji nad świętem Bożego Ciała. Może zabrzmi to dziwnie, ale sądzę, że jest ono zaproszeniem do uświadomienia sobie różnych sposobów obecności Chrystusa w Kościele. Ciągle stoimy przed zadaniem odkrycia pełnego sensu słów Chrystusa: „Oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20).