Bosko-ludzka obecność Chrystusa

146

Boże Ciało z perspektywy biblijnej

Spróbujmy więc spojrzeć na święto Bożego Ciała z perspektywy biblijnej. Zacznijmy od Ewangelii według św. Jana. Znamy scenę rozstania niektórych uczniów z Jezusem, zapisaną w 6 rozdziale tej Ewangelii: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (…).To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Nie rozwodząc się zbytnio nad całością, zwróćmy uwagę na jeden istotny szczegół tej historii, który mógł oburzyć uczniów. Szczegół nieuchwytny dla polskich słuchaczy. W greckiej wersji Nowego Testamentu istnieją dwa słowa określające ciało, czyli człowieka: soma i sarx. Zaznaczmy, że Biblia nie zna podziału na duszę i ciało. Kiedy mówi o ciele, mówi o całym człowieku, podobnie z duszą. Rozdzielenie duszy od ciała stworzyła filozofia grecka, zwłaszcza platonizm, a później gnoza. Te wpływy widać niestety do dzisiaj także w myśleniu wielu wierzących. Po drugie, w gruncie rzeczy Biblia nigdy nie mówi o ciele, że w całości jest złe, ale patrzy na ciało z dwóch punktów widzenia.

„Soma” to inaczej osoba, to co dobre i szlachetne w człowieku. „Sarx” to egzystencja człowieka opanowana przez grzech. W tym wymiarze człowiek pochodzi od Adama. „Sarx” oznacza ludzką skończoność i przemijanie. Jestem „sarx” kiedy jestem chory, grzeszę, śmierdzę, umieram. Jestem „soma” kiedy jestem zdrowy, atrakcyjny, cnotliwy. Nadto ciało oznacza też całą ludzkość, wspólnotę, małżeństwo.

Św. Jan wkłada w usta Jezusa właśnie słowo „sarx”: „Jeśli nie będziecie spożywali „sarx”, nie będziecie mieli życia w sobie”. Szokujące. Wyraźnie widać, że św. Jan patrzy na rzeczywistość Ciała Chrystusa nieco głębiej. Nie chodzi mu jedynie o dosłowne spożywanie Jego fizycznego, historycznego Ciała. Ciało Chrystusa to coś więcej niż Eucharystia. W podobnym kierunku będzie zmierzało nauczanie św. Pawła.

Spożywanie słusznie kojarzy nam się z dosłownym jedzeniem. Ale w Piśmie św. odnajdujemy jeszcze inne znaczenie. Jezus mówi:”Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34). „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Prorok Ezechiel na rozkaz Boga ma zjeść zwój słowa, a potem iść przemawiać do Izraelitów (Por. Ez 3, 1nn). Spożywać” w Biblii oznacza również przyjąć, zaakceptować za swoje, uczynić swoim, żyć mocą duchowego pokarmu. Tylko wtedy będziemy mieli w sobie życie, jeśli przyjmiemy całego Chrystusa, w jego cielesności, która przekracza Jego fizyczność.

Do czego zmierzam? Od początku chrześcijaństwa ludzie największy problem mieli z przyjęciem tego, że Bóg stał się człowiekiem. Większość herezji to dramatyczne zmaganie ludzkich wyobrażeń o Bogu z obrazem Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie. Eucharystia ściśle łączy się z tajemnicą Wcielenia. Właśnie o ten kamień rozbiły się średniowieczne herezje katarów czy waldensów. Wydaje się, że nas to nie dotyczy, że w pełni akceptujemy tajemnicę Wcielenia. Możemy się dziwić, jak ludzie współcześni Jezusowi mogli tak zareagować?

Praktyka duszpasterska pokazuje, że jest jednak inaczej. Ktoś mógłby zapytać, co za różnica, czy wierzymy w takiego czy innego Chrystusa? Jakie to ma znaczenie dla naszego codziennego życia? Po co drążyć ten temat? Znaczenie jest ogromne, bo Bóg nie uzdrawia i nie przemienia nas jakkolwiek, lecz bardzo konkretnie. Zapytajmy jeszcze głębiej? Czy jako ludzie wierzący nie sądzimy czasem, że doświadczenie Boga jest odcięte od naszej cielesności i codzienności? Czy to możliwe, aby Bóg był obecny w naszej pracy, w cierpieniu, we współżyciu seksualnym, w jedzeniu, w polityce, w biznesie?

Rolland Rollheiser, kanadyjski teolog pisze, że owszem, wierzymy we Wcielenie. Ale z grubsza wygląda to tak: na początku Bóg stworzył człowieka. Człowiek wkrótce zgrzeszył. Bóg w swojej miłości postanowił to naprawić. Posłał swego Syna, który stał się człowiekiem. Nauczał, został w końcu ukrzyżowany, umarł i zmartwychwstał. Wstąpił do nieba. I wszystko się skończyło. Zgodnie z tą, słuszną skądinąd koncepcją, Bóg był 33 lata fizycznie obecny na świecie, po czym powrócił do nieba. Ale Wcielenie Boga nie jest tylko pewnym eksperymentem, czymś przejściowym, aby człowieka odkupić, czymś jednorazowym. Wcielenie Chrystusa trwa nadal.

Dlatego w Ewangelii według św. Mateusza czytamy: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). W Dziejach Apostolskich Chrystus mówi do Pawła: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz” (Dz 9, 4), mając na myśli prześladowanych uczniów. Chrystus wyraźnie utożsamia się z potrzebującymi, cierpiącymi, ubogimi. To nie jest przenośnia. Kto zauważa człowieka w potrzebie, zauważa Boga i Jemu samemu pomaga.

Św. Paweł idzie jeszcze dalej. Pisze: „Wy jesteście Ciałem Chrystusa” (1 Kor 12, 27). „Wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy dla siebie członkami” (Rz 12,5). W Wieczerniku Jezus ustanawiając Eucharystię bierze chleb i mówi: „To jest Ciało moje”. I jest tam prawdziwie i rzeczywiście obecny jako Bóg i człowiek. Ale zauważmy, iż św. Paweł mówi, że my też jesteśmy Ciałem Chrystusa, w którym On jest realnie i prawdziwie obecny. Nie mówi: „Wy oznaczacie Ciało Chrystusa”, „Jesteście jakby Jego Ciałem”, „Jesteście podobni do Ciała”. Mówi: „Jesteście Ciałem Chrystusa”. Jeśli Chrystus jest Głową Kościoła, to gdzie jest reszta organizmu? Tę resztę my tworzymy. Oczywiście nie można tego rozumieć w sensie dosłownym, że jesteśmy jakąś fizyczną jednością z Chrystusem, ale nie możemy również powiedzieć, że to czysto duchowy związek.