Dolindo

536

Jezu, Ty się tym zajmij!

Dolindo – znaczy ból, tak napisał sam o sobie w autobiografii ksiądz Dolindo Ruotolo. 

Jakże mało o nim wiemy, o tym kapłanie, którego życie pełne wielkiego cierpienia, pozostawało przez wiele lat w ukryciu. Życie ciche, niepoznane, maleńkie i wielkie Bogiem, któremu było całkowicie oddane. Ksiądz Dolindo był neapolitańczykiem urodzonym w 1882 roku, skromny i pokorny, żył jak malutka mróweczka w cieniu wielkiego Wezuwiusza w Neapolu, mieście śmieci i kamorry. Urodził się w wielodzietnej rodzinie, w której ojciec był gwałtownikiem, bijącym i głodzącym swoje dzieci. Dzieciństwo chłopca było jednym wielkim strachem, nawet przez sen lękał się ojca, który bił rodzeństwo bez litości ciężkimi łodygami kopru. Gdy piszę o nim, widzę kilkuletniego chłopaczka w wielkich butach po ojcu i w szerokich, zakasanych, o wiele za dużych spodniach. Jako kilkulatek siedząc na kolanach matki po raz pierwszy zawołał z dziecinnym entuzjazmem, że zostanie księdzem.

 Początek drogi

„Będziesz męczennikiem, ale serca, a nie krwi…”

Po rozwodzie rodziców, matka decyduje się na oddanie Dolindo i jego starszego brata Elio do Szkoły Apostolskiej Księży Misjonarzy w Neapolu. Chce, by chłopcy skończyli college i zostali księżmi diecezjalnymi. 8 czerwca 1896 roku, umęczeni ciężarem tobołków i długim marszem z mamą przez Neapol, przekraczają próg szkoły Scuola Apostolica. Tuż po wejściu Dolindo dostaje swoje pierwsze w życiu nowe ubranie. „Po raz pierwszy w życiu, włożyłem na siebie koszulę – notował – i czułem się bardzo dostojnie”. Cisza i spokój, ład i porządek panujące w szkole bardzo mu się spodobały. Miał jednak problemy z nauką. Nie zapamiętywał wykładów, nie przyswajał w stopniu dostatecznym materiału, który obowiązywał w szkole. Być może to atmosfera strachu i ciągłego bicia przez ojca przez czternaście lat życia w domu rodzinnym, wpłynęły na stan jego możliwości intelektualnych. Sam, po latach pisał o sobie; „byłem w tym czasie troglodytą”. Miał się za ostatniego i najnędzniejszego. Najskromniejszy ze skromnych i najpokorniejszy z pokornych. Pierwszy rok nauki powtarzał trzykrotnie. Pewnego dnia, w czasie wspólnego odmawiania różańca, Dolindo w stroju kleryka klęczy wraz z trzydziestoma kolegami i modli się wpatrując w leżący na ławce obrazek z Matką Bożą: „O słodka Mamo, jeśli chcesz bym został księdzem, daj mi rozum i inteligencję, widzisz przecież, że jestem kretynem”. Na klęczkach zapadł w drzemkę i nagle podmuch wiatru otworzył drzwi kaplicy, a obrazek poderwany z ławki przylgnął na chwilę do jego czoła. Dolindo tak pisał o tym zdarzeniu: „… dotknął mojego czoła, a ja obudziłem się jakby ze snu z moim ubogim umysłem gotowym i oświeconym.” Doznał cudownego dotknięcia wielkiej łaski Matki Bożej i od tamtego zdarzenia jego umysł zmienił się tak bardzo, że nie tylko zaczął uczyć się z łatwością ale potrafił grać na organach, komponować muzykę i śpiewać w czasie liturgii mszy św. Stał się „inny”, co oczywiście budziło zdumienie ale też zazdrość otoczenia. Co dziwne jego jasność i sprawność umysłu dotyczyła głównie kwestii teologicznych, oraz tego wszystkiego co dotyczy Boga.„Jeśli chodzi o resztę spraw, nadal pozostawałem autentycznym kretynem” – czytamy w jego autobiografii. Po dwóch latach dostaje się na studia. Coraz więcej czasu spędza przed Najświętszym Sakramentem, bo pomoc przychodziła tylko od dobrego Jezusa. Musiał przecież oprócz teologii uczyć się matematyki, fizyki , historii… a te przedmioty nadal sprawiały mu wiele kłopotów. 1 czerwca 1901 roku składa śluby we Wspólnocie Misjonarzy, śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i wytrwałości w zgromadzeniu, z obowiązkiem ewangelizowania ubogich na misjach we wsiach. Nigdy nie przyjmował pieniędzy za głoszenie rekolekcji i tak robił przez całe życie, mimo skrajnego ubóstwa, w jakim żył. Ze względu na młody wiek kleryk Dolindo potrzebuje zgody Rzymu na wcześniejsze święcenia i po jej uzyskaniu, 24 czerwca 1905 roku, otrzymuje święcenia kapłańskie, a następnego dnia odprawia swoją Mszę prymicyjną. Inteligentny, błyskotliwy, energiczny i lubiany, szybko zostaje mianowany opiekunem kleryków i wykładowcą śpiewu gregoriańskiego w Szkole Apostolskiej. Jednak to nie daje mu satysfakcji ani szczęścia, uważa, że to co robi rozprasza jego duszę. Pisze tak: „… pozostała we mnie miłość do Jezusa Sakramentalnego, ale dusza moja jest oblodzona, a w moim sercu panowała zima”. On wie, że „kiedy dusza kocha Boga, jest na Krzyżu; kiedy spoczywa w zamrożeniu, jest wtedy łasa na ludzkie sympatie i pozostaje w sterylnym i lodowatym śnie zimowym”. Jednak wszystko zmienia się bardzo szybko. Rośnie zazdrość kolegów, padają absurdalne oskarżenia. Dolindo wie, że jego głównymi oponentami są księża, którzy nie mają stałych zadań duszpasterskich. Na skutek zawiści i donosów Dolindo „za karę” ma przestać pisać nuty oraz dostaje nakaz opuszczenia Neapolu. Doświadcza „pustki i pychy ludzkiej”. Przyjmuje wszystko z pokorą. Istotę kapłaństwa, według księdza Dolindo, precyzują jego własne słowa: „Kto mnie widzi, winien widzieć Jezusa, kto całuje moją dłoń, winien całować Jezusa. Powinienem stanowić rodzaj pachnącego olejku pociągającego innych ku Niemu przyjemnością jego woni… Nie dozwól ,mój Jezu, bym nawet raz jeden nie żył w Tobie. Spraw bym pozostał wierny misji, jaką mi zleciłeś aż do śmierci.”

 Zaproszenie na krzyż

„Zasłużyłem sobie na kolejne krzyże. (…) A najpiękniejszym był ten, który nosiłem przez całe lata prześladowań”

W życiu księdza Dolindo pojawia się o. Volpe. Znali się wcześniej z czasów kształcenia w Scuola Apostolica, gdzie Volpe był jego opiekunem duchowym. Obaj opuszczają Neapol i udają się do Taranto. Portowe miasto w Apulii umiera duchowo. Kościoły święcą pustką, a seminarium tamtejsze znajduje się w rozsypce. Tutaj Dolindo rozpoczyna swoją dalszą pracę. O. Volpe od razu zauważył jak bardzo zmienił się młody kapłan; „widzę, że się zmieniłeś, nie jesteś już tym samym co kiedyś.” Jego słowa brzmią jak cięcie brzytwą. Dolindo zadrżał. Mocno przeżywa to spotkanie i następne zachowania Volpe. Starszy ksiądz poniża go, traktuje brutalnie, nakazuje milczenie, przerywa, gdy Dolindo usiłuje coś powiedzieć. Niszczy kartki jego znanych i lubianych przez słuchaczy kazań. Zabrania mu głoszenia .Można uważać, że pojawienie się o. Volpe staje się przekleństwem dla Dolindo. Jednak dzieje się coś całkiem innego. Ruotolo tak rozumie to, co się dzieje: „Pan zatrzymał mnie na drodze i ustami Kapłana powiedział mi, że niesie swój krzyż, zaprosił mnie, bym go przytulił, chce mi go dać. Zaprosił mnie też do zmiany życia, tak bym był bardziej godny nieść ten krzyż…” Z pokorą i poddaniem, podziwia więc o. Volpe, modli się za niego i stara przyjmować wszystko z pogodą ducha, pomimo ustawicznego pastwienia się nad nim i prześladowań. Sytuacja w seminarium jest bardzo zła. Dolindo spowiada trzystu młodzieniaszków, których trudno okiełznać do tego stopnia, że któregoś dnia krytykujący go rzuca się na niego z pięściami. Ksiądz Ruotolo stanowczo i z impetem wkroczył do akcji. Wygłosił przemówienie, które przełożeni określili jako „buńczuczne”: „Jak śmiecie dewastować winnicę Pana?! – wołał – … mówię wam w Imię Boga: życie, które tu prowadzicie, jest nędzniejsze od tego, jakie wiodą poganie! Kiedy wrócicie do waszych domów jako Księża, musicie zrzucić z waszych serc błoto i brud, jakim zarosło w tym seminarium!” Po tym wystąpieniu ks. Dolindo został przeniesiony do pracy w seminarium w Molfettcie. Pozbawiony obecności o. Volpe, Dolindo przeżywa czas wielkiej duchowej głębi. Głosi swobodnie kazania w wielu kościołach. Tłumy przychodzą go słuchać. Odwiedza regularnie zakład karny, idzie do cel skazanych, rozmawia, przytula i pociesza. Wielu z nich nawraca się. Cieszy się wielkim szacunkiem wśród nowych kleryków, ujmuje przykładem życia; prostotą, uniżeniem. Tamtejszy ordynariusz, biskup Picone powiedział: „Dolindo, zreformował mi ksiądz seminarium”.

Lecz już wkrótce sytuacja odwróci się i ten sam biskup obrzuci ks. Dolindo błotem, a sprawa stanie przed Świętym Oficjum. Dlaczego tak się stało?

Na czas wakacji Dolindo powraca do Neapolu. Tu spotyka ponownie o. Volpe. Ten przedstawia mu pewną kobietę z Katanii, której był kierownikiem duchowym i spowiednikiem. Kobieta ta ma mieć objawienia apokaliptyczne, żyje w stanie ciągłej wizji, ponoć rozmawia ze świętymi, posiada dar bilokacji, pisze setki stron tekstów z zakresu teologii i filozofii. Ks. Ruotolo jest sceptycznie nastawiony do objawień i wizjonerów, woli spokojne, zwykle życie duchowe pozbawione podobnych stanów, podejrzewa też jakieś diaboliczne działanie. Jednak o. Volpo ma nań duży wpływ i w końcu Dolindo pisze: „kiedy po raz pierwszy ją wyspowiadałem, poczułem się uspokojony i miałem wrażenie, że prowadzi ją Duch Święty. Duch Boży jest pełen pokoju i uniżenia, namaszczenia; kłamstwo – czy gorzej – diabelska mistyfikacja nie niosą prawdziwego pokoju, ale fałszywe uniesienie, które dotyka jedynie zmysłów. Obecność Serafiny wyzwalała we mnie Boży pokój, pchała mnie do dobra i do umiłowania Boga…”

Wezwany przed oblicze przełożonego Dolindo został zobowiązany do odcięcia się od tej sprawy. Ponieważ jest już właściwie przekonany, co do nadprzyrodzonych zdolności kobiety, odmawia biskupowi, za co zostaje zawieszony w odprawianiu Eucharystii do czasu końcowego wyjaśnienia sprawy. Jest przekonany, że postąpił słusznie. Jego spowiednikiem był o. Volpe, a Dolindo będąc posłusznym wskazówkom spowiednika wierzył, że jest posłuszny Bogu. W rezultacie jednak, sprawa Serafiny stała się na tyle głośna, że zainteresowało się nią Święte Oficjum, a badania przez nie przeprowadzone, wykazały, że nie ma w tej sprawie niczego nadprzyrodzonego. Dolindo świadomie więc odcina się i urywa kontakt z Serafiną. Wezwany wespół z o. Volpe do Rzymu staje przed Świętym Oficjum. Trwają przesłuchania. Komisarz Świętego Oficjum ks. Granello żąda od Dolindo zaprzeczenia wszystkiemu co widział i słyszał, oraz podpisania dokumentu, który stwierdza, że kobieta jest zła i przewrotna. Ks. Ruotolo odmawia i tłumaczy, że to niezgodne z jego sumieniem, nie może więc tego uczynić, bo nie jest ona ani zła, ani przewrotna. Na kolanach prosi, by Komisja zechciała przyjrzeć się jeszcze raz dokładnie faktom, bo nie złe intencje nim kierują ,lecz uczciwe wykonywanie podjętych obowiązków. Za karę komisarz zawiesił księdza Dolindo w odprawianiu Eucharystii i odciął od wszystkich Sakramentów. Ten próbuje walczyć. Pisze do Św. Oficjum. W odpowiedzi zostaje skierowany na badania psychiatryczne. Lekarz, który go bada stwierdza całkowitą jasność umysłu i pełne zdrowie psychiczne. Poniżające badanie i niesprawiedliwość jaka dotyka ks. Dolindo, on sam kwituje tak: „ Prawdę mówiąc, jestem zadowolony, że potraktowaliście mnie jak szaleńca i niespełna rozumu, tak jak potraktowano Jezusa, to przynosi mi ulgę”. W odpowiedzi otrzymuje nakaz „wydalić go ze wspólnoty.” Ruotolo wraca do Neapolu, do domu Misjonarzy, którzy także chcą się go pozbyć. Dolindo pisze: „Przed posłuszeństwem księdzu jestem posłuszny Bogu. Święty Tomasz z Akwinu mówił, by najpierw być posłusznym Bogu, a nie człowiekowi(…) Złożyłem śluby wieczyste i nie mogę ich złamać; muszę być posłuszny Bogu za cenę śmierci i pozostać wiernym ślubom, także za taką cenę”. Po wielu szykanach, łącznie z aresztem domowym i głodzeniem wreszcie odchodzi od Misjonarzy i wraca do domu rodzinnego. Tu kolejna klęska. Nie rozmawia z nim ani matka, ani rodzeństwo. Nie dostaje ani czystych ubrań, ani koca do przykrycia. Zarób sobie! – mówi rodzeństwo. Marznie więc i niedojada. Sam, całkiem sam pośród swoich. Ma jedną sutannę, pierze ją, a gdy nie zdąży wyschnąć zakłada wilgotną. Rodzina sprowadza egzorcystę, który jak uważa matka Dolindo, powinien wyrzucić diabła z jej syna. Ksiądz Ruotolo klęka, a prałat odmawia nad nim modlitwy, czyta fragment Ewangelii św. Jana. „Czułem w duszy jak ogarnia mnie wielki pokój i namaszczenie; usłyszałem jak Pan mówił do mnie: – Ja Jestem, nie bój się, idź dalej, aż do końca!.  – tak pisał Dolindo. Egzorcysta zaś odpowiedział:

– Synu mój, Bóg jest w tobie, idź dalej, a Pan da ci siły!

W tamtym czasie sam fakt wezwania na przesłuchania przed majestatem Świętego Oficjum oznaczają całkowity niebyt społeczny i ostracyzm w Kościele. Cóż dopiero gdy został zawieszony. Jednak Dolindo nie widzi życia poza kapłaństwem, poza Kościołem i pokornie cierpi. Przyjmuje zdarzenia jako wolę Bożą . Nie ma w nim nic z buntownika. Jest poniewierany przez najbliższych, chodzi niedożywiony i zmarznięty. Dużo modli się i każdy trud oddaje Bogu. Podejmuje pracę po to, by pomoc matce w trudnej sytuacji materialnej, kuzyn prosi go o napisanie kilku muzycznych partytur, które ma sprzedać i zarobić. Pomysł jednak kończy się fiaskiem, a Dolindo ma odpracować zainwestowane przez kuzyna pieniądze. Sprząta więc jego dom. „stałem się jego niewolnikiem – pisze. – „ Kto w życiu ucieka przed jednym krzyżem, trafia zawsze na kolejny, tym razem dużo cięższy.”

 Lata cierpienia i uświęcenia

 „Będę sam do ciebie mówił…”

(Jezus do ks. Dolindo)

Od czasu odejścia z domu Misjonarzy w życiu Dolindo nasila się zjawisko przeczuwania różnych sytuacji. Na kilka dni przed jakimś przykrym zdarzeniem odczuwa ból i cierpienie choć nie wie, co się ma wydarzyć. Wkrótce otrzyma dar prorokowania i widzenia przyszłości oraz – podobnie jak Ojciec Pio – dar czytania w ludzkich duszach. Doświadcza też po raz pierwszy bilokacji, na którą zebrano liczne świadectwa w procesie jego beatyfikacji. Zanim z rana udaje się do kuzyna, który wykorzystuje go do najcięższych prac, choć kilka chwil spędza przed Najświętszym Sakramentem, a Pan Jesus pewnego dnia powiedział: „Będę sam do ciebie mówił… ale potrzebuję byś był gotowy, byś całkowicie oddał się tylko Mnie i stał się narzędziem Moim. Przygotuję cię na to.” Wkrótce też Dolindo zaczynają nawiedzać Anioły. One to będą towarzyszyć mu do ostatnich dni jego życia. Spotkania z Jezusem są coraz intensywniejsze. Na jego biurku rośnie stos zapisanych w trakcie długich lokucji wewnętrznych, kartek. Jezus prosi go o szczególną ofiarę. Ma nią być akt ofiarowania złożony uroczyście przed Najświętszym Sakramentem, w obecności zwierzchników Ruotolo.

19 czerwca 1910 roku , przed Komunią Dolindo odczytuje podyktowany mu przez samego Jezusa akt ofiarowania: „Jezu mój, oddając hołd Twojemu Kapłaństwu, w akcie ekspiacji za świętokradztwa i zniewagi wobec Ciebie Sakramentalnego; by bezwarunkowo oddać się Tobie w najpełniejszym i najdoskonalszym akcie zawierzenia, by zamknąć się bardziej jeszcze w Twoim Sercu, w łasce Twojego miłosierdzia, składam Ci nieustającą i bezwarunkową ofiarę, odprawiania Mszy Świętej, kiedy będę mógł już ją sprawować, zgodnie z Twoimi intencjami bez jakiegokolwiek materialnego zysku (pobierania jałmużny). Oddaję się Tobie jako ofiara zadośćuczynienia i miłości, całkowicie oddaję się w Twoje ręce. Nie należę już do siebie, Jezu mój, a w pełni do Ciebie! Napełnij mnie goryczą, daj mi surowe życie, bym mógł przysporzyć Ci radości jako zadośćuczynienie za tak wiele aktów zniewagi, jakich doświadczasz od tylu kapłanów, którzy Cię nie kochają. Zatwierdź Krwią Twoją ten akt oddania i ofiarę, i udziel mi swojego miłosierdzia. Amen!

Jezu mój, przypieczętuj ten mój akt Twoim Najświętszym Ciałem, chcę, by pozostał niezmazywany, cokolwiek się wydarzy.

Twój ubogi i niegodny syn: Dolindo Ruotolo, Ofiara Twojego Serca i Twoich Kapłanów. Amen.

W przenikliwej ciszy jaka zaległa w kaplicy ks. Ruotolo ociera chusteczką zapłakane oczy, wiele osób czyni to samo. 9 sierpnia 1910 roku, po raz pierwszy od „dwóch lat, sześciu miesięcy i jedenastu dni” ks. Dolindo odprawia Mszę Św. Kara została zawieszona.

W grudniu tego roku wybucha w Neapolu epidemia cholery. W tym strasznym, dla miasta czasie Ruotolo nie opuszcza szpitali i zaułków starając się pomagać i być z chorymi i umierającymi. W tym czasie poznaje św. lekarza Józefa Moscatiego. Może ponad łóżkiem chorego, przez krótką chwilę, spoglądają sobie w oczy dwaj święci ludzie? W tym samym czasie w Rzymie, Święte Oficjum zamyka oficjalnie sprawę Ruotolo. Zostaje w pełni zrehabilitowany. Na chwilę!

Dolindo ukrywał przed światem i ludźmi swoje doświadczenia mistyczne, jednak pod wpływem słów Jezusa pokazuje swoje zapiski abp Mazzelli. Arcybiskup jest pod wielkim wrażeniem przeczytanego tekstu. Mówi: „Są tu rzeczy znakomicie powiedziane i ujęte, wzniosłe i piękne, ale w kwestiach doktryny trochę się gubię, bo zauważam rzeczy nowe… Ale nic nie sprzeciwia się wierze i Objawieniu …! Sprawa staje się bardzo znana i Dolindo zostaje zaproszony do Rzymu. „Ojciec Święty chce się z tobą widzieć” pisze przyjaciel Dolindo, ksiądz Cantelmo. Wprawdzie choć wraz z przyjacielem przez kilka tygodni czeka w Rzymie na spotkanie z papieżem Piusem X, ten nie przyjmuje go osobiści. Ruotolo przekazuje swoje zapiski sekretarzowi papieża i obaj wracają do domu. Dolindo jest spokojny i zadowolony. Ponad jego głową zbierają się nowe, ciężkie chmury. Ale o n o tym jeszcze nie wie!

Dalszą relację o życiu Dolindo Ruotolo postaram się napisać w drugiej części tekstu. Szczęść Boże!

Aleksandra Janicka

(na podstawie książki J. Bątkiewicz-Brożek „Życie i cuda o. Dolindo Ruotolo)