Jezu, Ty się tym zajmij! – Dolindo cz. II

2292

„Dni moje były tak gorzkie, ale jednocześnie tak mocno zanurzone w Bogu. Czułem tak wielką bliskość Jezusa…”

 Świętość i prześladowania

Po powrocie z Rzymu na księdza Ruotolo czekają nowe obowiązki. Ma spowiadać dzieci, głosić kazania oraz rekolekcje w różnych parafiach. W tym czasie otrzymuje dar rozeznania ludzkich grzechów i czytania w ludzkich duszach (dary takie posiadał również św. Ojciec Pio). Do jego konfesjonału ustawiają się długie kolejki, pojawiają się ci, którzy od lat nie przekroczyli progu kościoła. Konfesjonał z którego (jak zeznają świadkowie w procesie beatyfikacyjnym) czasem bije jasne, widoczne dla oczekujących światło, staje się miejscem pielgrzymek z całego Neapolu i okolic. Wielu odmienia swoje życie i pragnie zacząć żyć w zgodzie z nauką Jezusa. Spowiedź trwa prawie cały dzień, a czasem do późnych godzin wieczornych. Ks. Dolindo pisze w zachwycie: „Ależ wielkim sakramentem jest spowiedź! Moje serce rozszerza się w tym momencie; czuję się ojcem i jestem gotów na każdy rodzaj poświęcenia dla duszy, która klęczy przy mnie! Jakaż to radość, o Jezu, móc w jednej chwili zmienić duszę, która przychodzi rozdarta, w hymn pokory, miłości i żalu za grzechy (…) Gdyby świat zrozumiał wielkość i znaczenie spowiedzi, zasypałby kapłanów.”

Ksiądz Dolindo spisuje równocześnie coraz bardziej intensywne lokucje wewnętrzne. Nie wiadomo czy widzi Jezusa i Maryję, jednak spisuje wiernie usłyszane w sercu, przekazane mu słowa i myśli. Pracuje bardzo dużo ale jest szczęśliwy i radosny.

Jednak ten dobry, piękny czas ma zakończyć się wkrótce. Czarne chmury nad głową Dolindo gęstnieją, by niczym dramatyczne gradobicie spaść na tę nie spodziewającą się niczego głowę. Ogromna fala nawróceń ale i coraz wyraźniejsza misja skoncentrowana na sakramencie kapłaństwa sprawiają, że jego działalność bywa oceniana jako efekt… demonicznej ingerencji.

Wkrótce ma zostać powtórnie odsunięty od sprawowania sakramentów. Stolica Apostolska żywo interesuje się pracą ks. Dolindo. Posądzony niesłusznie o propagowanie poglądów modernistycznych, ostro potępionych przez papieża Piusa X, pod koniec grudnia 1911 roku otrzymuje dokument zakazujący kontaktów z wiernymi, spowiedzi, głoszenia kazań oraz sprawowania Mszy Św. Wobec dobra i owoców duszpasterstwa Ruotolo, wobec jego duchowości, świętej pokory, ewangelicznego ubóstwa w jakim żyje i ogromnej przychylności zawartej w opinii przełożonego, decyzja Świętego Oficjum wydaje się wielkim absurdem. Jest to kolejna ciężka próba dla kapłana. On sam pisze: „W upokorzeniu, które człowieka niszczy, ludzka dusza albo popada w otępienie, albo się buntuje. Jedynym środkiem jest wtedy spokój, posłuszeństwo, zachowanie świętej godności, którą może dać tylko Pan”. Świadectwem głębokiej walki duchowej jaką toczy są słowa: „Dusza moja z jednej strony poddawała się Kościołowi niesiona żywą wiarą, a jednocześnie odczuwałem siłę, by sprzeciwić się temu, co przecież nie pokrywało się z prawdą i było niesprawiedliwe.”

Gdy przyglądamy się poprzez czytaną lekturę życiu świętych ludzi widać, że są oni bardzo często „kłopotem” dla Kościoła, a Kościół jakże często staje się dla nich źródłem wielkiego cierpienia.

Ksiądz Dolindo próbuje bronić się. Pisze list do Świętego Oficjum, w którym całkowicie poddaje się Kościołowi. W tym samym czasie do kurii napływają prośby, by Ruotolo nadal głosił kazania w klasztorach i zakonach. Prośby nie odnoszą żadnego skutku, a list nie podoba się Świętemu Oficjum. Wobec tego Dolindo decyduje się podpisać abjurację (tj. wyrzeczenie się błędów), w której odcina się od wszelkich wizji, posłusznie zrywa wszelkie kontakty i deklaruje bezwzględne posłuszeństwo Świętemu Oficjum i Kościołowi. W odpowiedzi na abjurację, jego przełożony, abp Mazzella otrzymuje nakaz natychmiastowego wydalenia ks. Ruotolo z diecezji. Na kolejny pełen pokory, błagalny list księdza, kardynałowie świętej kongregacji odpowiadają: „prosimy osobiście stawić się w Rzymie”.

Jedzie więc do Rzymu. Tu zostaje skierowany do bractwa kapłańskiego w San Martino w Macao, gdzie ma oczekiwać na dalsze dyspozycje. San Martino to więzienie dla księży przesłuchiwanych przez Święte Oficjum. „czułem się, jakbym był hańbą i brudem, który może zakazić Kościół” – napisał ks. Dolindo. Znosi jednak pokornie warunki w jakich się znalazł. Nie wolno tu z nikim rozmawiać, wykonuje się określone prace: więc mycie korytarzy, czyszczenie łazienek, krat i okien. Prace wykonują księża będący pod stałą „opieką”, pomiatani, traktowani bezwzględnie i przedmiotowo. Wielu uwięzionych pogrążało się wewnętrznie w tym miejscu wyzutym z ducha. Tu ks. Dolindo otrzymuje proroctwo, że wróci do Świętego Oficjum w roku 1921, czyli 9 lat później, a jego sprawy przybiorą jeszcze bardziej dramatyczny obrót. Z tego czasu pochodzą niezwykle przejmujące listy o cierpieniu i krzyżu Chrystusa, o miłości Boga i pokorze. Ksiądz Dolindo widząc przeżywających ciężkie załamania lub tkwiących w depresjach, próbuje jak może pomagać współwięźniom. Po 25 dniach uwięzienia nadarza się okazja zobaczenia z Ojcem Świętym. W czasie posłuchania Ruotolo całuje dłoń papieża i spontanicznie prosi o błogosławieństwo dla swojego przełożonego, abpa Mazzelli. Otrzymuje je i wówczas sam się przedstawia Ojcu Świętemu. Pius X odpowiada mu uśmiechem i ciepłym tonem radzi: „zatem niech ksiądz wytrwa w Macao i robi wszystko, by być posłusznym”.

W obronie uwięzionego księdza cały czas występuje jego starszy brat ks. Elio Ruotolo. W końcu wyprasza dla niego zgodę na zwolnienie i powrót do Neapolu, pod warunkiem, że jego akt zawierzenia Panu Jezusowi (cytowany w pierwszej części) wraz z przysięgą niepobierania ofiar pieniężnych za odprawiane Msze św. zostanie anulowany. Dolindo okazuje Ojcu Świętemu posłuszeństwo. Święte Oficjum przywraca mu prawie pełnię kapłańskiej posługi. Poza sprawowaniem Mszy św. może głosić kazania i rekolekcje. Nie wolno mu tylko spowiadać. Jego sprawa zostaje zamknięta.

 Ewangelizacja pod parasolem

 „Widziałem w kapłanie drugiego Chrystusa, arkę wypełnioną błogosławieństwami, źródło, które wytryska dla ludu Bożego…”

Spojrzyjmy teraz na to co dzieje się w tym czasie na świecie, którego ziemska historia, wciąż jak przez całe dzieje, miesza się z historią zbawienia. Rok 1912 – świat krótko żyje katastrofą Titanica. Za chwilę wybuchnie I wojna światowa. We Włoszech powstaje popularna gazeta „Popolo d’Italia, która wkrótce stanie się gazetą rodzącego się faszyzmu. W sercu czasu wojny, w 1917 roku, w portugalskiej Fatimie trwają objawienia Matki Bożej. W 1918 cichy kapucyn, znany jako brat Pio z Pietrelciny, otrzymuje stygmaty, a kilka lat później Pan Jezus przyjdzie z orędziem miłosierdzia do polskiej zakonnicy Faustyny Kowalskiej.

Co zatem znaczy na tym tle apostolat ubogiego kapłana z Neapolu? Według jego zapisków lokucje wewnętrzne trwają i Pan Jezus dyktuje księdzu coraz częściej i więcej. Przyjmuje zaproszenie do parafii San Domenico Soriano w Neapolu. Jego zadania? Słyszy od proboszcza: „będzie ksiądz asystował biedakom i ludziom z niższych warstw społecznych. O zamożnych pomyślimy my.” W owym czasie neapolitański kler uważał to zadanie za najpodlejsze. Ma być popychadłem? Dolindo wcale się tym nie martwi, raczej zastanawia się: „czy ludzie będą chcieli otworzyć się i spowiadać przed kapłanem odrzuconym przez resztę kleru?” Słyszy jakby w odpowiedzi, od Jezusa: „Będziesz pasterzem wielu dusz.” I to go trzyma. Wkrótce staje się znany w całym Neapolu. Jego kazania poprzedzone intensywną modlitwą do Pana Jezusa stają się Jego żywą inspiracją, nie owocem umysłu Dolindo. Notuje: „owoce w ludzkich duszach były nieopisane, ponieważ żywe słowo Jezusa, budziło zachwyt prostotą i głębią, było przeszywające… Gdyby każdy kapłan w pełni zdał się na Jezusa i pozwolił Mu się prowadzić, Pan działałby w ludzkich duszach, w ten sam sposób, skoro przeze mnie, środek bardzo ubogi, tak właśnie się działo.”

Ksiądz Dolindo odrzuca propozycje, które mogłyby ułatwić mu życie, albo przynieść ulgę w pracy. Nie chce żadnych przywilejów. Odwiedza chorych w szpitalach. Widzi w nich cierpiącego Jezusa. Odnosi się do nich z czułością i miłością. Ewangelizuje też w mieście. Wychodzi z parasolem na ulice gdy pada deszcz i zbiera pod jego schronienie ludzi. Nawiązuje z nimi rozmowy, ma dar łatwego kontaktu. Ludzie słuchają, otwierają serca. Wieczorami chodzi po ciemnych i niebezpiecznych zaułkach. To okazja, by wysłuchać i opowiedzieć o Bogu małym, nocnym złodziejaszkom, a czasem też niebezpiecznym przestępcom. „Bałem się – pisze – ale zaraz przyzywałem Pana i strach mijał.”

W tym czasie rozpoczyna się dzieło wielkiej posługi ks. Dolindo zwane „immaginette”. Na dzieło to składało się wiele tysięcy obrazków – zwanych właśnie  „imaginette”, zaczynających się zawsze od słów „Jezus do duszy…”. Na odwrocie małych, świętych obrazków Dolindo zapisywał drobnym, równiutkim pismem krótkie proroctwa i wskazówki dla osoby, której miały być ofiarowane. Następnie mieszał je , modlił się i prosił Pana Jezusa, by dzięki Jego działaniu właściwe wskazówki trafiały do konkretnych osób. Rozdawał je ludziom w wielu nadarzających się sytuacjach życiowych, szczególnie w kościele, po Mszy św. a zawarte w nich słowa pomagały wielu obdarowanym w trudnych problemach i wyborach  życiowych.

Wkrótce ma rozpocząć się wielki apostolat ks. Ruotolo zwany „Opera di Dio” , czyli „Dzieło Boga”. Jego pierwsi uczniowie wywodzący się z powstałego apostolatu naciskają, by kapłan zaczął spisywać swoje katechezy. Za zgodą i pełną aprobatą władz kościelnych powstaje pierwsze dzieło ks. Dolindo pt. „Doktryna wiary” i zaraz potem zbiór nauk i komentarzy do Ewangelii pt. „Życie naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Napisał także wielotomowe dzieło będące komentarzem wszystkich Ksiąg Biblii. Całość zaś dzieł kapłana pozostaje wciąż w ukryciu, strzeżona zarówno przez zakon franciszkanów od Niepokalanej, jak i Kongregację do Spraw Kanonizacyjnych, zarezerwowana jako materiały na potrzeby procesu beatyfikacyjnego. Najbardziej rozpowszechniona na świecie jest jego piękna i znana modlitwa zawierzenia, „Jezu, Ty się tym zajmij”.

Uzyskane ze sprzedaży książek niewielkie pieniądze służą pokryciu kosztów druku, resztę jeśli taka pozostaje, ksiądz w całości rozdaje ubogim.

 Apostołowie i uczniowie

 „Historia ciągle pokazuje, że Bóg nigdy nie powierza misji kobiecie bez wsparcia kapłana, tak samo, jak nie powierza zadania kapłanowi bez wskazania pomocy w kobiecie…”

Wokół Ks. Ruotolo gromadzą się młodzi ludzie, kobiety i mężczyźni, przyszłe córki i synowie duchowi kapłana oraz jego rówieśnicy. Powstaje grono, które stanowi pierwszy apostolat „Dzieła”. W listopadzie 1917 roku ks. Dolindo otrzymuje światło, specjalne przesłanie dla całego „Dzieła”. Misją „Dzieła” ma być koncentracja na życiu eucharystycznym, oraz na największej tajemnicy, jaką jest obecność Ciała i Krwi Chrystusa w Eucharystii, a jej najważniejszymi szafarzami są kapłani.

Spowiednik księdza wie o jego nadprzyrodzonych darach, o których ten nie opowiada nikomu więcej. Każe swojemu penitentowi spisać dzieje życia wraz z doświadczeniami wewnętrznymi jak lokucje i widzenia wewnętrzne. Ks. Dolindo broni się ale wkrótce przystępuje do pisania autobiografii.

Skoro misja „Dzieła” koncentruje się na Eucharystii, a dokładniej na „ożywieniu życia eucharystycznego w świecie”, oraz wokół znaczenia kapłaństwa, to dlaczego Jezus wskazuje ks. Dolindo kobiety jako główne apostołki tego orędzia?  „Apostołowie w spódnicach? Na początku XX wieku? – pisał – Wydawało mi się to niemal sprzecznością.” Tymczasem fakty pokażą, że to „kobieta ma przygotować Królestwo Boże i to ona dostaje najpierw misję wewnętrznej odnowy i zewnętrznego niesienia jej.” – notował dalej.

„Jezus zwrócił się do kobiety z dwóch powodów: 1. Ponieważ chciał powierzyć jej specjalną misję i uczynić ją współpracownicą kapłanów; 2. Ponieważ to kobieta jest przyczyną tak wielu zbrodni i apostazji w świecie, i w samym Kościele, więc to ona ma to naprawić.”

Myślenie to może wydawać się skomplikowane, ale pokazuje ono ks. Dolindo Ruotolo jako proroka czasów. Myśl ta dotąd marginalizowana, bez oporów zostaje wprowadzona przez mistyka, bo przecież dwa tysiące lat temu Jezus nie tylko mówił o równości kobiet i mężczyzn, ale kobiety doceniał w sposób wyjątkowy. To one były pierwszymi apostołkami zmartwychwstania. Kościół zauważy to wiele lat później dzięki dokumentom Soboru Watykańskiego II. Intuicję Dolindo potwierdza Matka Boża i mówi mu o „mistycznym charakterze Jej kapłańskiej misji”. Ksiądz Ruotolo będzie używał określenia „kapłaństwo mistyczne i dziewicze kobiet”, co zostało zinterpretowane opacznie jako propagowanie kapłaństwa kobiet, zupełnie niezgodnie z jego myślą. Te intuicje Kościół powtarza i rozwija potem w 1988 roku w liście „Mulieris dignitatem”. W dokumencie tym św. Jan Paweł II napisze, że kobieta staje się uczniem Chrystusa: co więcej pouczona głosi Chrystusa oraz, że Chrystus rozmawiając z kobietami o sprawach Bożych „znajduje u nich zrozumienie: autentyczny rezonans umysłu i serca”. Dlatego w chwili „rozstrzygającej całe mesjańskie posłannictwo Jezusa” pod Krzyżem stały właśnie kobiety.

Apostolat „Dzieło Boga” rozwija się intensywnie.

„Kto ma wiarę, niechaj wejdzie w intymną Komunię z Jezusem niech całkowicie odda się Jemu i zawierzy, to On ma działać a kto ma świadomość własnej nicości, wszystko rozpoznaje w Bogu” – uczy ks. Dolindo. Córki duchowe kapłana z wielkim oddaniem i uporem rozpowszechniają akt zawierzenia, czyli znaną modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij”. On spowiada, wydaje nowe książki i zbiory homilii z imprimatur Kościoła. Tam gdzie głosi homilie kościoły pękają w szwach. Lecz on sam już przeczuwa nowe kłopoty. Przeczuwa zdradę. Nagle jego spowiednik, który zna go tak dobrze, odwraca się przeciw niemu. Łamiąc tajemnicę spowiedzi zaczyna publicznie opowiadać o wewnętrznych rozmowach księdza z Jezusem i Matką Bożą. Grozi donosem do Świętego Oficjum, uważając, że w kazaniach Dolindo dostrzega błędy. Budzą się stare demony, ożywają dawno zapomniane sprawy, wzrasta podejrzliwość i wrogość pewnych ludzi z najbliższego grona współpracowników Ruotolo do niego samego. Oskarżany, posądzany o udawanie świętego, cierpi podczas gdy Święte Oficjum przesłuchuje świadków..„Jezu, mój Jezu, czemu milczysz? Ból i cierpienie miażdży nas, gdy dopada człowieka, ale we właściwym czasie odnawia on serce… Dlatego też w okresie zamętu nie należy się burzyć, ale spojrzeć na siebie w obecności błogosławionego Boga i na ile to tylko możliwe spróbować pozbyć się każdej najmniejszej usterki z naszego życia; trzeba to zrobić, by mogła działać i wypełniać się dobroć Boża.” Wkrótce znowu staje przed Świętym Oficjum. Rozpoczyna się jego kolejny proces i przesłuchania. A dzieje się to dokładnie w tym samym czasie, kiedy rozpoczyna się proces stygmatyka z Pietrelciny, o. Pio.

Proces i rehabilitacja

„W cierpieniu tak wiele można się nauczyć, trzeba tylko wykorzystać tę okazję i ulepszyć się w miłości.”

Przyjechał do Rzymu i czeka pokornie na wezwanie do Watykanu. Spotyka się z komisarzem, który pyta: „Czy ksiądz zna powód wezwania? „Powiedziałem, co przeczuwałem. On na to: – Czuje się ksiądz obiektem prześladowań? A co księdzu mówi sumienie? Jest wolne?- tak ojcze, jest wolne!(…) – Niech ksiądz się modli i odpowie zgodnie z prawdą na wszystkie pytania… Wezwanie przed Święte Oficjum nie oznacza wcale wezwania do cierpienia…” Dziękuję Bogu, że Jezus wzywa mnie właśnie do Świętych Schodów. To piękna rzecz cierpieć pośród żywych świadków Pasji Jezusa Chrystusa.”

Święte Schody znajdują się nieopodal Bazyliki św. Jana na Lateranie, zgodnie z legendą pochodzą z domu Poncjusza Piłata i to nimi Jezus szedł na sąd. Do Rzymu sprowadziła je św. Helena, matka cesarza Konstantyna. Ksiądz Dolindo, podobnie jak miliony pątników wchodzi na nie na kolanach. Ma wtedy 39 lat.

Pierwsze przesłuchanie trwało trzy godziny i było, jak sam napisał, lawiną oskarżeń. Kolejne ma bardzo dramatyczny przebieg i kończy się zakazem odprawiania Mszy św. Dolindo pisze: „Zamknąłem oczy i skamieniałem. Cały się trzęsłem… wybuchnąłem płaczem i padłem na kolana… i oddałem się Bogu, powtarzając: niech będzie Twoja wola… Komisarz przerwał przesłuchanie i polecił mi wrócić w czwartek na kolejne, by stawić czoło innym zarzutom. Odpowiedziałem mu: – Ojcze, wszystko już napisałem. O cokolwiek innego jestem oskarżany, to kłamstwa.”

Proces trwał prawie rok. Dolindo w tym czasie doznaje okresów ciemności wiary i kuszenia. Pisał: „Demon potwornie mnie kusił w kościele, kiedy trwałem w ostrej i głębokiej ciemności. Mówiłem do Jezusa: Nie, z Twoją łaską, na Niepokalaną Maryję, nie stanę się heretykiem ani buntownikiem! Nie! Jestem Twój, o Panie, mimo wszystko.” Modli się i tkwi godzinami przed Najświętszym Sakramentem. Milczy. Wieczorami pisze listy. Jest coraz bardziej zmęczony całą tą sytuacją. 18 października 1921 roku zapada decyzja Świętego Oficjum. Ksiądz Dolindo Ruotolo jest oczyszczony ze stawianych mu przez ludzi zarzutów ale nie może odprawiać Mszy publicznie. Definitywny, ogłoszony pod koniec grudnia1921 roku wyrok brzmi: „odsunięty od sprawowania Mszy i skazany na przymusowy wyjazd do domu Misjonarzy do Wiednia. W ciągu pierwszych miesięcy po powrocie z Rzymu ks, Ruotolo przeżywał wiele upokorzeń ze strony osób duchownych. Czuł się odsunięty, wytykany na ulicach palcami. Skromny biedaczyna, daje samym sobą przykład ewangelicznego życia. Jego czas mijał teraz spokojnie w cichym cierpieniu i samotności, aby już po kilku latach w Neapolu zaczęło się mówić o świętości kapłana. Nie ma do nikogo pretensji, przebaczył osobom, które go oskarżały, zawsze broni Kościoła. Neapolitańczycy widzą jak codziennie słucha Mszy św. i przystępuje do Komunii. Zawsze w sutannie, z pokornie pochyloną głową. Podjął pracę fizyczną, godzinami przechadza się ulicami miasta. Nawiedza szpitale, przytułki i więzienia. Chociaż nie może spowiadać przyciąga jak magnez ludzi potrzebujących rady, upadłych na duchu, pozbawionych nadziei. Dolindo przynosi tę nadzieję!

Tymczasem Tron Stolicy Piotrowej obejmuje papież Pius XI. Okazuje się on wielkim obrońcą i sprzymierzeńcem ks. Ruotolo. Szczególnie, kiedy książki kapłana trafią na Indeks Ksiąg Zakazanych. To właśnie Pius XI zrehabilituje najpierw w 1933 roku, roku Jubileuszowym ogłoszonym z okazji 1900 rocznicy urodzin Chrystusa, Ojca Pio, a cztery lata po nim także ks. Dolindo.

Stało się to 17 lipca 1937 roku. Wysłannik z Rzymu zapukał do siedziby miejscowego arcybiskupa i wręczył mu list specjalny. Wynikało z niego, że Ksiądz Dolindo Ruotolo jest w pełni zrehabilitowany! Sam zainteresowany dowiaduje się o tym następnego dnia i po szesnastu latach i sześciu miesiącach zawieszenia w czynnościach kapłańskich biegnie do kościoła odprawić Mszę Świętą. Po drodze spotyka kilku księży. „Teraz biegnę odprawić Mszę Świętą! Pobłogosław mi.”, ściska go w gardle. ” Nie byłem w stanie dalej mówić. Płacz mnie dusił.” Księża płaczą razem z nim. Podobnie reagują ludzie. Niestety matka ks. Dolindo nie doczekała upragnionego widoku syna przy ołtarzu.

Kolejne dekady długiego życia świętego kapłana przynoszą wzrost jego świętości, a liczni, żyjący świadkowie tamtego czasu tworzą grono wiernych przyjaciół, świadczących w procesie beatyfikacyjnym Dolindo Ruotolo. Kapłan zmarł 19 listopada 1970 roku. Ostatnia z jego żyjących kuzynek tak opowiada o pogrzebie: „Ludzie płakali, nie wiem ile nas było. Setki, tysiące. Mówiono: „zmarł święty kapłan!” każdy chciał dotknąć trumny niesionej ulicami Neapolu.”

W 1995 roku została złożona oficjalna prośba o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego Sługi Bożego. Oczekuje się na wyznaczenie postulatora i wszczęcie rozpoczętego w 1997 roku procesu.

Droga życiowa Dolindo Ruotolo, to droga wielkiego cierpienia, cierpienia doświadczanego w Kościele lecz przyjętego dla Jezusa, dla Jego miłości i jako ofiara za Kościół. Dziewiętnastoletnie odsunięcie księdza od zadań kapłańskich, zakaz odprawiania Mszy św. oraz spowiadania były przyczynami jego największego bólu.

W życiu kapłańskim jak i w rodzinie doświadczał przykrości na skutek fałszywych oskarżeń, pomówień i ostracyzmu. Długie, bezsensowne, wręcz absurdalne przesłuchania przed Świętym Oficjum, umieszczenie jego dzieł na Indeksie Ksiąg Zakazanych, bez podania  błędów i umożliwienia ewentualnych poprawek (o co bardzo prosił władze Świętego Oficjum), do tego często anonimowi wrogowie wypisujący paszkwile do władz kościelnych, szargający mu z okrucieństwem opinię. Wreszcie badania psychiatryczne, ludzkie docinki i złośliwości pomieszane ze zdradą jednej z jego córek duchowych. Jak wiele spadło na tego cichego, łagodnego księdza zakochanego w Jezusie i Matce Bożej bez reszty. Trudno wyjaśnić i pojąć, do czego zdolny jest świat, który przez diabelskie działanie pragnie zniszczyć świętego kapłana.

A ten kapłan był jak ozon w powietrzu po burzy, był jak rurka z tlenem dla duszącego się, był jak słodycz zapachu lilii, który zresztą jego wierni przyjaciele często w jego obecności wyczuwali.

Biedny, najuboższy dzielił się z jeszcze biedniejszymi nawet cząstką swojego skromnego obiadu. Odwiedzał chorych, pocieszał cierpiących, był na ulicach i w szpitalach, był w przytułkach i tam gdzie nie było już nadziei, on ją zanosił. A wszystko z miłości do Jezusa, bo w każdym człowieku ojciec Dolindo potrafił dostrzec oblicze Boga. Ciekawym i wartym zapisania jest fakt, że ksiądz Ruotolo spotkał się przynajmniej raz w San Giovani Rotondo z Ojcem Pio. Byli prawie rówieśnikami. Dolindo urodził się około pięć lat wcześniej. Niesamowicie zabrzmiała rozmowa dwóch mistyków, którzy wspominali swoje spotkanie w bilokacji, z czego świadkowie sytuacji niewiele mogli zrozumieć, poza tym, że rozmawiają ze sobą wielcy święci mistycy. Święty Pio, gdy przyjeżdżali do niego penitenci z Neapolu wołał: „Czemu do mnie przyjeżdżacie? Macie wielkiego kapłana, świętą duszę. Do niego idźcie!

Ciekawym wątkiem z życia ks. Dolindo, był wątek polski. Kochał on Polskę jako kraj pobożny, oddany Matce Bożej. W czasie pierwszej wojny światowej poznał też zapewne jakichś polskich imigrantów. Do jednego z polskich dyplomatów (chodziło o hrabiego Witolda Laskowskiego) napisał: „Polska wyzwoli Europę spod tyranii komunizmu”. Trzynaście lat przed wyborem Jana Pawła II, neapolitański kapłan już wie, że to Polak zostanie papieżem. Nazywa go nowym Janem. I choć nie pada tu nazwisko Karola Wojtyły z tekstu wynika, że tym nowym Janem będzie właśnie Polak.

Ostatecznie grób Dolindo Ruotolo znajduje się w kościele przy Via Salvatore Tommasi w Neapolu. Na czarnej marmurowej płycie można przeczytać epitafium. A trudno wyryte na niej słowa, napisane niegdyś przez samego kapłana przeczytać ze spokojem: „Zostawiłeś mnie okaleczonego w moim kapłaństwie, o Kościele święty, w ucisku niepokoju; nikt jednak nigdy nie mógł oddzielić mnie od ciebie… Moje kapłaństwo rozkwitło właśnie w strasznej pokorze i niczym bluszcz w setkach rozgałęzień zanurzam się w Twoim wiecznym Kapłaństwie, o Jezu.”

Ksiądz Dolindo Ruotolo, pover nulla, nic nieznaczący biedaczyna.

 

Post scriptum

„Odchodzę z ziemi z duszą pełną miłości do Boga i ludzi. Nigdy nie żywiłem żalu, niechęci do tych, którzy wyrządzili mi krzywdę. Nie potrzebowałem nawet im przebaczać, gdyż twierdziłem, że to ja potrzebuję ich wybaczenia: kochałem tych, którzy stanęli na mojej drodze… Tylko Bóg! Powiem moją śmiercią „Ufam Tobie”, powiem, zmieniając się w proch z nadzieją na ostateczne zmartwychwstanie… Żegnaj na zawsze życie ziemskie… Żegnaj… Ufajcie Bogu zawsze! Niech będzie chwała Tobie, o mój Boże, tylko Tobie w mojej nicości!… Kiedy moja trumna będzie pobłogosławiona, uśmiechnij się do mnie raz jeszcze, Jezu, ze swego tabernakulum, przytul mnie w swoim miłosierdziu, zamróź mnie raz jeszcze w Twojej miłości, powiedz mi, o Jezu, „Ja Jestem Zmartwychwstanie i Życie!”. I spraw, by każda komórka mojego ciała, która rozproszy się w ziemi, śpiewała moją marność i Twoją chwałę!” 

Dolindo

Tak, na krótko przed śmiercią, żegnał się ze światem święty ksiądz Dolindo Ruotolo. Męka Chrystusa i jego życie dziwnie się przenikają. Gdy myślę o nim, pod powieką rodzą się łzy i jakiś dziwny ból ale tak naprawdę to życie było jak przepustka do Raju. Ubóstwo, głód, poniżenie, prześladowanie ze strony ukochanego Kościoła, ataki diabelskie i fizyczne cierpienie. Trudno napisać w skrócie tego życia o wszystkim, co się w nim działo. Bardzo trudno. Od dzieciństwa miał wielkie upodobanie i miłość do Pasji. Prosił: „Daj mi, Jezu, choć trochę wziąć udział w Twojej Męce.” Wybaczał z miłości i żył miłością do Jezusa. Miłością heroiczną, to znaczy tą, w której zapomina się o sobie.

Trzecie tysiąclecie, w którym przyszło nam żyć to czas jakże zaplątany, zagubiony pod względem duchowym. Ludzie zapełniają stadiony i wielkie hale techno party, a opuszczają katedry. Patrzą na świat przeniknięty polityką i debatą. Boją się emigrantów, boją się inwazji islamu. Rośnie podaż używek i narkotyków. Ludzie młodzi rezygnują, wydaje się, z prawdziwego życia, spędzając czas przed komputerem. (a pamiętacie o życiu „na kanapie”, z homilii papieża Franciszka w czasie Światowych Dni Młodzieży?)Specjaliści mówią o nowej, internetowej osobowości, przystosowanej do przyswajania spraw lekkostrawnych i łatwych. A św. Jan Paweł II powtarzał, „że nie partie, nie rewolucje, lecz święci uratują ten świat.” Myślę, że to właśnie dzięki świętym odczytamy znaki czasu i dzięki nim na nowo nauczymy się odmawiać Credo tak prosto z serca. Tylko zechciejmy poznawać ich życie, tylko spróbujmy, jak oni pokochać Jezusa i iść za Nim. Na Jego miłość do nas chciejmy odpowiedzieć miłością! W Hymnie do Miłości św. Paweł pisał: „ tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.

We wstępie do biografii Dolindo Ruotolo, ks. Robert Skrzypczak napisał: „…nie uratują nas bowiem takie działania jak nowy program duszpasterski, nowa strategia czy nowy katechizm – uratują nas święci.” A dalej powtarza za Janem Pawłem II: „dzisiejszy Kościół nie potrzebuje nowych reformatorów. Kościół potrzebuje nowych świętych… bez świętości Kościół jest niezrozumiały. Ta świętość Kościoła ukazuje się jednak w szczególności w osobach ludzkich… i dalej: „Kultura europejska sprawia wrażenie „milczącej apostazji” człowieka sytego, który żyje tak jakby Bóg nie istniał”. Przed tym samym zjawiskiem wielokrotnie przestrzegał. św. Ojciec Pio – nazywał je „ukrytą apostazją” zawłaszczającą serca i wytwory kultury człowieka współczesnego.

Wiele można o tym pisać, lecz czy tak długi tekst zechce ktoś przeczytać? Czy znajdzie czas?.Pytam sama siebie, lecz nie odpowiadam sobie i… piszę, i mimo wszystko piszę !

Szczęść Boże!

(Dn. 11.07 2017. A. JANICKA)