Król – odporny na drwiny

121
Jezus Chrystus Król Wszechświata
Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23,35-43).
Prawdziwy Król
W życiu Jezusa bywały takie momenty, kiedy lud chciał Go obwołać królem Izraela.Była w tym dążeniu ludu jakaś trafna intuicja wiary, choć motyw był dość przyziemny. Po prostu chcieli mieć Króla, który wiele potrafi; potrafi też rozmnażać chleb…
Na krótko przed śmiercią Mistrza uczniowie zgotowali Jezusowi iście królewski wjazd do Jerozolimy: Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli (Łk 19, 37). W stronę Jezusa głośno wołali: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.
– Takie zachowanie uczniów bardzo nie podobało się faryzeuszom; próbowali wywrzeć presję na Jezusie, by zabronił tłumom tak Go nazywać.
– Jezus zaś zamiast wydać zakaz, wypowiedział znamienne zdanie: Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.
Taka reakcja Jezusa to jedno z potwierdzeń, że uważał On siebie za prawdziwego króla, choć króla nie z tego świata; króla, który swe panowanie pojmuje całkiem inaczej niż ziemscy królowie.
Swą królewską godność Jezus potwierdził jeszcze raz, jeszcze wyraźniej – wobec Piłata i wszystkich tam obecnych; formalnie zapytany, czy jest Królem żydowskim?, odpowiedział wprost: Tak, jestem Królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie (J 18, 37). – Jezus dał świadectwo prawdzie o Bogu Ojcu, o człowieku i także o naturze królestwa Bożego; mówił jasno, że królestwa Jego, „nie jest z tego świata” (J 18,36).
Logika przeciwników Jezusa
Niestety, Jezus miał wytrwałych i zdecydowanych przeciwników. Ci od początku do końca nie chcieli czy nie potrafili Go zrozumieć i przyjąć; do końca pozostali ślepi na to wszystko, co wyraźnie wskazywało na wyjątkową godność Mistrza z Nazaretu. – Trudno jednak zarzucić im obojętność wobec „fenomenu” Jezusa. Znali oni wielkie Boże zapowiedzi dotyczące Mesjasza. Oni też czekali na Mesjasza-Króla. Pielęgnowali wiarę w wielkie Boże obietnice. Słysząc o nauce Jezusie i patrząc na Jego niezwykłe cuda i znaki, poważnie zastanawiali się nad tym, jak Go potraktować.
– To prawda, że Jego skrajne ubóstwo zdawało się (w ich oczach) świadczyć raczej przeciw Niemu, przeciw Jego wyjątkowości, ale poza tym jawił się, także przeciwnikom, jako ktoś naprawdę wyjątkowy: Jego władzy poddawały się żywioły przyrody, choroby, złe duchy i wiele ludzkich serc. Rozgrzeszał, wskrzeszał, pocieszał, pociągnął za sobą tłumy…
Przeciwnicy Jezusa (uczeni w Piśmie, faryzeusze i arcykapłani) musieli niejeden raz przeżywać poważną rozterkę. Jest prawdopodobne, że nasunęła im się i taka myśl i taka kalkulacja, żeby poddać Go decydującej próbie; próbie ogniowej – próbie męki i śmierci. Jeśli poradzi sobie z przemocą i zadanym Mu bólem oraz śmiercią, to Go uznają; a jeśli nie, to stanie się oczywiste, że jest On zwodzicielem i kimś słabym, zwykłym śmiertelnikiem, który zapewne tylko jakąś nieczystą mocą dokonywał tych rzeczy niezwykłych.
Rzeczywiście, wrogowie Jezusa poddali Go radykalnej próbie.
– Urządzono proces; znamy jego przebieg. Były w nim fałszywe świadectwa i niesprawiedliwy wyrok, wydany zarówno przez Wysoką Radę jak i władzę rzymską. A potem była straszna męka, która w bardzo krótkim czasie wyniszczyła Jezusa i skrajnie Go upokorzyła. Poniżenie miało zostać dopełnione hańbiącym przybiciem Jezusa do drzewa krzyża.
I stało się tak, jak sobie wykalkulowali. Jezus bezbronnie zawisł na drzewie krzyża.
– Wyznawcy Jezusa, Jego przyjaciele byli przerażeni i milczący.
– Natomiast przeciwnicy Jezusa zdawali się triumfować. Zgiełkliwie bluźnili i bezczelnie prowokowali Jezusa, domagając się, żeby zstąpił z krzyża, jeśli naprawdę jest Synem Bożym. W ich zachowaniu można dopatrzeć się pewnej logiki, strasznej logiki, która chyba i nam się przytrafia…
Popatrzmy dokładniej: zgromadzeni pod krzyżem przeciwnicy Jezusa poznali Go (też) jako potężnego w mowie i w czynie. Byli Mu wprawdzie cały czas przeciwni i nie wierzyli w Niego, ale teraz chcą Mu dać swoistą. .. szansę. „Dociskają” Go do muru śmierci i jednocześnie odwołują się do Jego wyjątkowych możliwości. Rozumują dość jasno i otwarcie w ten sposób: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest wybrańcem Bożym. Do członków Wysokiej Rady przyłączyli się żołnierze, którzy rozumują podobnie: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie!
– Tak więc przeciwnicy Jezusa nie tylko cynicznie drwili, ale też prowokowali Jezusa, żądając, by pokazał, co potrafi. Gdzieś pewno na dnie serca myśleli sobie: a może pokaże swoją Moc i uratuje siebie samego przed hańbiącą śmiercią, a jednocześnie we wszystkich wokół wzbudzi respekt do Jego Osoby i wiarę w wyjątkowość Jego zbawczej misji. – Jednak Jezus milczał! I z krzyża nie zstąpił.
 
Trzeba umierać, by żyć
Życie Jezusa dobiegało końca, a prowokacyjne wrzaski przeciwników Jezusa stawały się coraz cichsze. W ich sercach pozostało, w końcu, poczucie nie tyle triumfu, co raczej zawodu, goryczy. Oto otarli się o potęgę i możliwości kogoś naprawdę Wyjątkowego! Ale nie na tyle wyjątkowego i potężnego, by poradził sobie z zadaną Mu przemocą i z hańbiącą Go śmiercią.
Prowokatorzy spod krzyża – pewno także w naszym imieniu – szukali lekarstwa na słabość człowieka, która najradykalniej i najboleśniej dotyka każdego w śmierci.
Niestety, Ten, po którym można było spodziewać się spektakularnego triumfu nad przemocą i śmiercią, też uległ. On też okazał się bezradny. Przegrał jak wszyscy.
I w dodatku milczy. Nie reaguje na słowne prowokacje.
Zatem jest On albo kompletnie bezradny – i teraz widać to jak na dłoni.
Albo ma jeszcze coś w odwodzie.
My wierzący w Chrystusa wiemy, że klęska Jezusa – tak widoczna w śmierci na krzyżu – jest pozorna.
Moc zbawcza Boga właśnie na Krzyżu osiągnęła tu swoje apogeum, choć trudno jest to wykazywać, jak wykazuje się to, że dwa razy dwa jest cztery.
Milczenie Jezusa na krzyżu wobec prowokujących Go przeciwników – jeśli odczytywać je z perspektywy Zmartwychwstania Jezusa – jest dla nas wielkim pouczeniem.
Całe zachowanie Jezusa w Męce – jeśli odczytywać je poprzez cud Zmartwychwstania Jezusa – jawi się nam jako wielki drogowskaz.
Jezus, brnący do Domu Ojca przez wyniszczającą Go Mękę i Śmierć, mówił wtedy i mówi nam teraz, że nie należy się cofać; że trzeba umierać; że trzeba iść dalej; że nie należy lękać się wyniszczenia obecnej formy życia; i że na drugim brzegu czeka Ojciec z otwartymi ramionami, by mocno pochwycić i przygarnąć z wielką Miłością.
 
Pojmuje to… Złoczyńca
Krótka rozmowa Jezusa z Dobrym Łotrem odsłania, o co tak naprawdę chodzi w dopalającym się życiu Jezusa i dwóch łotrów powieszonych na drzewie krzyża.
Z jednej strony widać, że Jezus nie ma nic do powiedzenia tym, którzy Go bezczelnie prowokują i żądają zawrócenia z drogi, która (jak się okazuje) ma jeden kierunek: ku Ojcu, ku wiecznemu przebywaniu w Domu Ojca.
Z drugiej strony widać, że Jezus ma bardzo dużo do zaofiarowania biednemu złoczyńcy, którego życie kończy się też w strasznej męce. Jezus w odpowiedzi na jego akt wiary i prośbę, złożył mu uroczystą obietnicę. Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 42-43).
Milczenie Jezusa wobec złorzeczących Mu i prowokujących Go nie było milczeniem obrażonego Króla ani też milczeniem kogoś radykalnie niemocnego i pokonanego. Było to milczenie kogoś, kto po prostu nie jest z tego świata; Kogoś, kto całym sobą okazuje, że i Jemu, i nam wszystkim potrzeba iść dalej.
Gdy Eucharystię nazywamy Paschą, czy Pamiątką Paschy Pana, to mamy na myśli właśnie to wielkie Przejście – przez bramę śmierci do Pełni Życia w Bogu.
Nasz Król, i Ten z Krzyża, i Ten z Apokalipsy, naprawdę nie jest z tego świata!
Jego wolą i misją nie jest osładzanie nam udręk doczesnego życia; On realizuje wielki plan Ojca, by przeprowadzić nas z tej Ziemi do Królestwa, które tu jest nam zwiastowane, ale nie stąd pochodzi i nie tu się do-pełnia.
A my, a ja?
Do dziś trwa dramat rozpoznawania, jakim Królem jest Jezus Chrystus.
Ludzie wciąż bardzo różnie zachowują się wobec Chrystusa Króla, który objawia, że nie jest stąd; i który na każdej karcie Ewangelii okazuje, że trzeba przejść przez Ziemię i historię, nie próbując zatrzymywać w niej siebie czy nawet samego Jezusa.
Gdy Jezus mówi z całą mocą, że On jest naszą Paschą do Ojca – naszym Przejściem do Ojca – naszym mostem nad przepaścią śmierci, nicości i rozpaczy, to niemało jest, także dzisiaj, takich, którzy nie dowierzają, wpierają się w Ziemię czy nawet drwią z Jezusa i Jego Kościoła, I organizują walkę z Jezusem, z Kościołem, z wyznawcami Chrystusa. Przyczyniają też się do kulturowego przemilczania Jezusa.
Jaki rodzaj rozmowy prowadzę ja z Jezusem – Wielkim Zbawicielem, Królem, budowniczym Mostu z czasu w wieczność?
Czy będę zachowywał się jak Jego przeciwnicy, urągający Mu pod Krzyżem?
Czy będę dystansował się jak Piłat, szukając swoich zabezpieczeń poza Nim?
Czy będę raczej jak Dobry Łotr?
I jak tylu Świętych? Tylu ludzi wierzących, którzy poprzedzili nas w pielgrzymce wiary i całych siebie wydali w ręce Jezusa, a wraz z Nim w ręce Ojca.
Amen.
Krzysztof Osuch SJ