Moje Boże Narodzenie

641

Moje Boże Narodzenie

„…Oto zwiastuję Wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu, dziś bowiem w mieście Dawida narodził się Wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie…”

Ew. wg. św. Łukasza

Zbliżają się już kolejne święta Bożego Narodzenia. Bardzo dobrze wiem, że jeżeli przygotuję się do nich sumiennie, to w moim sercu narodzi się Boża Dziecina. Obiecuję sobie, że w Adwencie starannie, przede wszystkim duchowo przygotuję się na przyjście Boga. Uczestniczę w rekolekcjach. Ksiądz rekolekcjonista wykłada na temat świętości życia, że to nie jest zarezerwowane tylko dla nielicznych, także i ja mogę swoim życiem codziennym dążyć do świętości. Przypominam sobie, że Ojciec Święty Jan Paweł II powtarzał „… nie lękajcie się chcieć świętości. Nie lękajcie się być Świętymi! Uczyńcie nowe tysiąclecie erą ludzi świętych.‘’1 i dalej podawał wskazówki „…gdy dziś pytamy, jak uczyć się świętości i jak ją realizować św. Kinga zdaje się odpowiadać: trzeba troszczyć się o sprawy Pana na tym świecie. Ona daje świadectwo, że wypełnianie tego zadania polega na nieustannym staraniu o zachowaniu harmonii pomiędzy wyznawaną wiarą, a własnym życiem. Dzisiejszy świat potrzebuje świętości chrześcijan, którzy w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i zawodowego podejmują swoje codzienne obowiązki; którzy pragną spełniać wolę stwórcy i na co dzień służyć ludziom, dają odpowiedź na jego przedwieczną miłość.’’ Gdy zastanawiam się nad tymi słowami, to nie wydaje się to być zbyt trudne. Postanawiam całkowicie zmienić swoje życie, więc podążam do spowiedzi. Ale gdy przychodzi codzienność, to Jezu, staje się to niemożliwe, bo oto w pracy tuż przed świętami złośliwość kolegi, czy kąśliwe uwagi koleżanki dają się we znaki. I chociaż w uszach brzmią mi słowa „Doskonała miłość polega na tym, by znosić braki innych, nie dziwić się ich słabościom, budować się najmniejszymi nawet aktami cnoty, które u nich dostrzegamy, lecz nade wszystko… miłość nie powinna zamykać się w głębi serca”.2

Ulecz Boże we mnie tą słabość, abym umiała w każdym spotkanym człowieku doszukiwać się dobra, abym nie dziwiła się upadającemu człowiekowi, tylko umiała go podnieść. Wiem, Jezu, że tylko Miłość może rozszerzyć moje serce. Jak trudno jest ponieść ofiarę! Tak bardzo zatroskana jestem o siebie o swoją egzystencję, że zapominam o najbliższych, nie wiem często co czują, z czym się borykają, szukam kogoś żeby zrzucić ciężar swoich dni.

A tu już niedługo święta, znowu kolejki, zakupy, troska czy wypieki się udadzą, czy sprawdzę się w roli gospodyni. Udziela mi się zdenerwowanie, nie potrzebne zatroskanie o rzeczy błahe, w uszach brzmią mi słowa ewangelii „… nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej jak pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec Wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do swojego życia…”. Kończy się słowami „… Przecież Ojciec Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się najpierw o Królestwo Boga i o jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie Wam dodane. Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam się o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”3

To dlaczego w sklepach taki ruch, dlaczego ludzie przestali się do siebie uśmiechać, przecież idą radosne święta. A ja jestem smutna, ciągle narzekam na swoje życie, a troska o jakość świąt staje się moją obsesją. Tak niewiele nam potrzeba, okazuje się, że ważniejsze od wszystkiego, jest uśmiech, dobre słowo przyjacielski uścisk dłoni. Dlaczego zapominam o tym Jezu? Chociaż wiem, że w Twoich oczach jestem najważniejsza, kochasz mnie Miłością Bezwarunkową. Przychodzisz na świat żeby mnie zbawić, nie żądasz ode mnie rzeczy wielkich, a tylko miłości. Od niewiasty Samarytańskiej nie lękałeś się żebrać o trochę wody. Na Krzyżu wyniszczony również wypowiedziałeś słowo Pragnę ! Bóg Stwórca żąda ode mnie Miłości. W Świętą Noc Narodzenia przychodzi do nas jako dziecko delikatne, niepozorne, bezbronne, aby Go pokochać, aby kolejny raz pochylić się nad Tajemnicą Bożej Miłości.

Oczekuję na Pasterkę. Znajduję się w bocznej nawie ołtarza w swoim parafialnym kościele przed wykonaną przez dobrych parafian szopką, która co roku jest piękniejsza, dochodzą nowe elementy. W tym roku dla radości dzieci stoi św. Mikołaj z prezentami. Przed pustym jeszcze żłóbkiem klęczy Matka Najświętsza i stoi św. Józef. Stoję bardzo blisko wśród dzieci i nie wstydzę się, bo i dlaczego? Skoro Przedwieczny Król, Boży Syn opuścił Niebo i zszedł na Ziemię i nie wstydził się zostać dzieckiem i na dodatek położył się w nędznym żłobku. On pragnie spotkać mnie, aby uczynić mnie Swoim dzieckiem.

W kościele panuje półmrok, podobnie jak w mojej duszy. Nagle rozdzwoniły się dzwony, wszystkie światła zabłysły. Rozległ się radosny śpiew ludzi „Bóg się rodzi!”. Uroczystą procesją od ołtarza zmierzają ministranci, w środku z zapalną świecą w ręce idzie ksiądz wikary, za nim kroczy dostojnie ksiądz proboszcz, który w uniesionych dłoniach niesie figurkę Dzieciątka Jezus, którą za chwilę złoży w twardym, drewnianym żłobku. Boskie Dzieciątko Jezus leży z otwarty ramionami. Z oczu moich nagle płyną gorące łzy, bo oto Jezu zobaczyłam Twoje rączki przeszyte zardzewiałymi gwoźdźmi. Podobnie jak bose nóżki przybite do krzyża. Dlaczego w Dniu Twoich Narodzin Jezu zobaczyłam Twoją śmierć? Może dlatego, że Twoje plecy zamiast na miękkiej poduszce zostały złożone na drewnianej desce. Może dlatego, że Twoje ramiona są otwarte, tak jak w godzinie Twojej śmierci, a twoja skąpa koszulka na Twoim małym ciałku przypomina mi skąpą przepaskę na Twych biodrach na krzyżu. Bo Dlatego, że z miłości Jezu narodziłeś się i z miłości do nas umarłeś na krzyżu!

W trakcie przeistoczenia zapatrzona w Dzieciątko, widzę, że Jego mała buzia jest uśmiechnięta i już moja dusza wychodzi z półmroku. Wypowiadam w myślach słowa „… czuję, że choćbym miała na sumieniu wszystkie grzechy, jakie tylko można popełnić, poszłabym z sercem rozdartym żalem i rzuciłabym się w ramiona Jezusa, ponieważ wiem jak bardzo kocha On Marnotrawnego Syna, który do Niego powraca ”4

Jezu moje dłonie składam w Twoich małych rączkach, przyjmij w darze moje zranienia, niedoskonałości, upadki, niewierności i jak dziecko Otwieram Ci moje serce, a Ty stwórz we mnie serce czyste, aby Twoje Błogosławieństwo spłynęło na mnie, a radość obchodzonych świąt z roku na rok umacniała moją wiarę.

Brygida Kogut

1 Homilia wygłoszona w Starym Sączu podczas koronacji bł. Kingi -16.06.1999r.

2 św. Teresa od Dzieciątka Jezus Rękopis C

3 Mt 6,24-34

4 Rękopis C, św. Teresa od Dzieciątka Jezus