Historia parafii

Historia naszej świątyni sięga odległych czasów, kiedy to w XVI wieku, w tym miejscu, gdzie żyjemy obecnie , czyli na południowym krańcu Kuryłówki, na wzniesieniu, w zakolu rzeki Złota powstała siedziba dzierżawców Tarnowskich. Z czasem, rozwijając się dynamicznie stała się znaczącym zespołem rezydencyjnym i gospodarczym całego klucza zasańskiego królewszczyzny leżajskiej.

Po śmierci jej właściciela Jana Krzysztofa Tarnowskiego herbu Leliwa, kasztelana wojnickiego i starosty sandomierskiego, wdowa po nim , Zofia z Odrowążów Tarnowska, założyła tu niewielki przysiółek i na cześć zmarłego nazwała to miejsce Tarnawiec. Dokumenty historyczne z 1759 roku mówią o istnieniu tu już wówczas okazałego, murowanego pałacu. Wraz z budową tego pałacu wzniesiono obok niewielki, także murowany kościół. Początkowo służył on jako kaplica dworska. Obsługiwali ją ojcowie bożogrobcy z Leżajska. W następnych latach kościół był sukcesywnie rozbudowywany.

Po wielu kolejach losów, ( a pamiętajmy, że wszystko to działo się w trudnych czasach zaborów) w latach trzydziestych XIX wieku pałac przestał istnieć, a prowadzona kolejna w tym czasie przebudowa i rozbudowa kościoła (zakończona w 1841 r.) oparta była o materiał budowlany z części murów pałacu. W wyniku prac budowlanych powstała świątynia murowana z cegły, otynkowana, jednonawowa.   Główną nawę znacznie wówczas przedłużono. Następnie na przełomie wieków XIX i XX dostawiono do niej kruchtę czyli babiniec i dwie kaplice od strony północnej i południowej, zbudowano wówczas także wieżę na sygnaturkę oraz dzwonnicę. Całość wybudowana na planie prostokąta, z zamkniętym półkoliście prezbiterium i   dwiema bocznymi kaplicami zwieńczona została sklepieniem kolebkowym . Ołtarz główny, podobnie jak ambona i prospekt organowy zachowane są w stylu późnobarokowym. Ściany wewnętrzne pokryte zostały polichromią ornamentalno- figuralną, w stylu neobarokowym w drugiej połowie XIX wieku. Zabytkowa plebania kościoła parafialnego mieści się w jednej z ocalałych oficyn dworskich.

Tyle o samej świątyni i znanych nam losach jej budowy i rozbudowy.

Ponieważ najprawdziwszą, żywą historię zawsze tworzą ludzie i ich działalność powiedzmy kilka słów o znanych nam kapłanach, proboszczach i gospodarzach tarnawieckiej świątyni. Otóż odrębnym kościołem parafialnym stała się nasza świątynia dwieście lat temu, w roku 1812, czyli od chwili uroczystego erygowania jej przez biskupa przemyskiego księdza Antoniego Gołaszewskiego. Ciekawostką historyczną jest fakt, że ks. Antoni Gołaszewski wcześniejszy proboszcz brzozowski i odrzykoński został nominowany biskupem przez cesarza austriackiego i zatwierdzony przez papieża w 1786 roku. Zmarł w sędziwym wieku, w roku 1824. Pierwszym proboszczem młodej parafii został ksiądz Leopold Lewicki. Funkcję te sprawował od chwili erygowania do roku 1868. Kolejnym gospodarzem był ks. Franciszek Staruszkiewicz w latach 1868-1898, po nim zaś ks. Julian Krzyżanowski w latach 1899- 1911. Ciężar rozbudowy kościoła parafialnego przypadł na czas posługi pierwszych trzech wymienionych wyżej dzielnych i energicznych kapłanów. Nieco więcej możemy opowiedzieć o kolejnym proboszczu ks. Ignacym Łaskawskim. Urodzony w 1877 , od 1911 rozpoczął pracę w tarnawieckiej świątyni   i był jej gospodarzem do swojej śmierci , czyli do roku 1944. Był on jedną z niewielu jasnych postaci polskiego międzywojnia i czasów okupacji hitlerowskiej.   Dobry pasterz i wielki społecznik w jednym. To on założył i z powodzeniem prowadził tzw. Kasę Stefczyka w Kuryłówce. Udzielając niskooprocentowanych pożyczek, pomagał ludziom znajdującym się w sytuacjach kryzysowych, organizował dożywianie dzieci, wspierał aktywnie fundusz dla ubogich, pracował w tzw. Komitecie Pomocy Zimowej. Wrażliwy na biedę, pełen dobroci i poświecenia dla drugiego człowieka, kapłan ten starał się choć trochę ulżyć galicyjskiej, pozaborowej rzeczywistości wielkiego bezrobocia i nędzy.   Nie było mu jednak dane doczekać końca okupacji. Spoczywa wraz z matką, na tarnawieckiej nekropolii. Po jego śmierci parafię odjął ksiądz Kazimierz Węgłowski. Ileż to razy udzielał pomieszczeń plebanii dla rannych żołnierzy „leśnych „ oddziałów? Tego nie sposób dziś policzyć, zresztą każdorazowa, pojedyncza pomoc odkryta przez okupanta równała się przecież z wyrokiem śmierci. Bywało, że ocierał się o nią całkiem blisko, jak wówczas, gdy po krwawym incydencie na „Kalówce” rozwścieczeni Mongołowie postawili Księdza pod ścianą żądając informacji o partyzantach. Albo jak wtedy, gdy po żałobnej mszy, po śmierci „Wołyniaka”, nocą 2 stycznia 1947 roku, aresztowany przez UB, przesłuchiwany był w Rzeszowie. Ksiądz Węgłowski z wielką odwagą nie tylko udzielał ślubów parom partyzanckim ale zawsze odważnie stawiał czoła Niemcom, za co otoczony był powszechnym szacunkiem i miłością parafian. Gdy na tarnawieckim cmentarzu zatrzymujemy się obok grobu tego pasterza zmarłego w 1974 roku, czytamy wzruszające epitafium i wiemy, że to także nasza historia, historia kościoła i parafii tworzona przez zwykłych-niezwykłych ludzi. Nie można tu pominąć postaci dzielnego organisty z tamtych czasów Kazimierza Holickiego, który mieszkał ówcześnie w organistówce, a który, żyjąc samotnie, także dzielił swoje mieszkanie z partyzantami, ukrywał rannych, karmił tych co spieszyli do lasu i wielu pomagał. Spoczywa również na naszej nekropolii.

A oto kolejni znani i pamiętani przecież przez mieszkańców parafii proboszczowie: Ks. Marcin Myszak, Ks. Antoni Bukała, Ks. Władysław Lorenc staraniem którego, przeprowadzony został remont, odzyskanej w 1981 roku od ówczesnych władz rzeszowskich, zabytkowej cerkwi w Kuryłówce, która od 1982 roku stanowi filialny kościół parafii tarnawieckiej, p.w. św. Mikołaja, dalej Ks. Zdzisław Długosz, Ks. Kazimierz Pacyniak, Ks. Ryszard Królicki i tak nam bliski, a niedawno żegnany Ks. Franciszek Goch, który nie tylko uczył nas jak pięknie modlić się ale z wielką energią i poświeceniem remontował nasze starzejące się , zabytkowe świątynie i ich otoczenie. Nie można zapomnieć o ludzie bożym, o jego wierności świętej wierze chrześcijańskiej i katolickiemu Kościołowi. W osiemnastym wieku na nabożeństwa do naszej świątyni, będącej wówczas kościołem filialnym leżajskiej parafii pw. Świętej Trójcy spieszyli wierni nie tylko z Kuryłówki , Tarnawca i Ożanny ale także z często odległych wsi: z Rzuchowa i Piskorowic, z Huciska, Jelnej, Judaszówki, Łukowej, Sielanki, ze Starego Miasta, Wierzawic i Dębna. Granice zasięgu parafii tarnawieckiej zmniejszały się z wraz ze zmieniającymi się granicami dzielącymi państwo polskie na obszary wpływów trzech zaborców oraz budową nowych świątyń i stanowieniem nowych parafii w odległych wsiach. Na przykład z chwilą utworzenia (w 1815 roku) Królestwa Kongresowego, a wiec wkrótce już po erygowaniu tarnawieckiej parafii, przechodzenie wiernych przez rosyjską granicę, by uczestniczyć w nabożeństwach w Tarnawcu, stało się niemożliwe. Dokument podaje, że w 1886 roku liczba wyznawców rzymsko-katolickich naszej parafii wynosiła ponad trzy tysiące osób. Uczestnictwo w uroczystościach świątecznych i w mszach świętych w owych odległych czasach wiązało się z godnym szacunku poświęceniem. Wierni wędrowali zwykle pieszo, a tylko bogatszych stać było na przyjazd z odległych wiosek własnymi furmankami lub w zimie saniami. Aby zdążyć na czas trzeba było wychodzić z domu wiele godzin wcześniej, co szczególnie zimą było uciążliwe i zazwyczaj wykluczało udział w mszach św. mniejszych dzieci. Jeszcze dziś we wspomnieniach starszych ludzi żyje obraz   wędrujących długimi , piaszczystymi traktami leśnymi, łączącymi poszczególne wioski z Kuryłówką, gromadek wiernych i całych rodzin. Przed kościołem, zanim weszli do świątyni doprowadzali swój wygląd do porządku i zakładali często jedyne, świąteczne obuwie. Do kościoła wchodzono z największym szacunkiem i pobożnością. Taki był ten lud boży – pobożny i wierny. Taki jest i dziś, bo choć czasy zupełnie inne, to wiara ta sama i ta sama dla niej miłość i przywiązanie.

Oto nasza historia, historia świątyni, jej trudnych dziejów i działalności wielu ludzi. Zapoczątkowana w XVI wieku przez rodzinę Tarnowskich przetrwała wszystkie wielkie zawieruchy dziejowe, ostała się właśnie dzięki ludziom, ich wierności i miłości do świętej wiary. Chociaż znamy niewiele szczegółów, bo wiele dokumentów zaginęło, to, co wiemy na pewno, wystarczy, by wzruszyć się, wiedzieć i pamiętać.