Pieta

86

Jest ciężki i nieruchomy.

Jeszcze wczoraj obejmował ją ramieniem…  wczoraj…

Tłumaczył  szeptem, pochylony

tylko dla niej.

Wczoraj…

Dziś ona pochyla się ale nic nie mówi.

Dłonią chciała zamknąć tę ranę  w boku,

wciąż krwawi, a krew to przecież życie.

Zastyga z Nim i w Nim,

gdybyż  można  było tak przetrwać!

Zapadają ciemności,

a Jego twarz jaśnieje bladością,

znakiem pewnej śmierci przebija noc,

spieszą się.

Ukochana Twarz,  przecież  Matka pamięta

buzię swego dziecka

uśmiechniętą, wesołą,

czasem płakał

mocno przytulony,

tylko wtedy, kiedyś, a dziś…?

A teraz ciemności gęstnieją,

przerażenie baranków krwią spłynęło,

musimy Go zabrać, mówią , szabat.

Patrzyła na  chustę

przenikniętą   bielą udręczonej twarzy

i jeszcze szła  do grobu

otulona ciężkim welonem pochylonych pleców,

tuż za Nim. Matka.