Rekolekcje – czym są? Spotkaniem z Bogiem i przybliżeniem wielu aspektów na temat wiary, ale też czymś więcej. Są one czasem, w którym można przeżyć piękne chwile, pośpiewać, potańczyć, powygłupiać się, a przede wszystkim spędzić ten czas owocnie na rozmowie z Bogiem, czy zwykłym czuwaniu w kaplicy. Mnóstwo nastolatków przechodzi w swoim życiu w pewien sposób kryzys wiary. Każdy przeżywa to inaczej, u niektórych jest to ewidentne zwątpienie w działalność boską, u innych po prostu odsunięcie się od religii, unikanie jej, często nieświadomie. Duży wpływ na to ma Internet, w którym coraz częściej tematy religijne czy chrześcijańskie są dyskryminowane. Coraz więcej haseł, tekstów wyraźnie obrażających chrześcijaństwo. Towarzystwo i środowisko, w którym młodzież się obraca również ma w tym swój udział. U niektórych kryzysy takie są bardzo poważne, prowadzą nawet do najgorszego. Uważam, że każdy człowiek, szczególnie młody powinien chociaż raz w swoim życiu uczestniczyć w rekolekcjach, nie ważne czy parafialnych, czy wyjazdowych. W tym czasie można wiele zrozumieć, uzyskać odpowiedzi na pytania, które nas najbardziej nurtują, zdobyć niejaką pomoc w sprawach duchowych.

Na początku grudnia 2016 rokku, młodzież z naszej parafii, która przygotowywała się do bierzmowania (w tym również ja), miała okazje wybrać się na 3 dniowe rekolekcje do Przemyśla.  Początkowo niewiele osób było zadowolonych z tego pomysłu, jak to tak 3 dni w zamkniętym ośrodku, bez Wi-Fi, codzienne msze i modlenie się, toż to skandal! Jednak nie było wyjątków, pojechał każdy.

Rekolekcje przed Sakramentem Bierzmowania – Przemyśl

Mimo początkowych uprzedzeń już pierwszego dnia jakoś się zaaklimatyzowaliśmy, co prawda, nie był to jakiś super 5-cio gwiazdkowy hotel z obsługą, ale narzekań nie było słychać głośno, no może troszkę. Najwięcej marudzenia można było usłyszeć jedynie w zaciszu pokoju nr 8… Codzienne msze i modlitwy nie były jednak aż takie złe i przyznać muszę, że widać było po niektórych, że coś ich ruszyło. Dzięki sakramentowi pokuty na twarzach wielu pojawiła się radość, nawet ulga. To niesamowite jaką moc ma spowiedź. Odmienia zupełnie człowieka.

Oczywiście rekolekcje nie kończą się tylko na kilkugodzinnych konferencjach, mszach, modlitwach i sprawach duchowych. Można (a nawet trzeba) wplątać w nie trochę rozrywki. Drugiego dnia mieliśmy okazje wybrać się na spacer po pięknym mieście Przemyśl. Trzeba przyznać, nie ma tam zbytnio nic interesującego, jednak widok oświetlonego miasta z góry robi wrażenie.

Animatorzy i ksiądz rekolekcjonista pamiętali, że integracja to podstawa. Dlatego też po spacerze udaliśmy się na aule, gdzie odbył się wesoły wieczorek. Gry i zabawy bardzo łączą ludzi, nawet tych, którzy z pozoru za sobą nie przepadają. Bawiliśmy się wspaniale. Wygłupy, bieganie, plątanina, kalambury i zabawa w karoce – to wszystko sprawiło, że nawet Ci, którzy z początku najbardziej narzekali, przyznali, że faktycznie rekolekcje są „fajne”.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, przyszedł czas na dzień trzeci. Czas pożegnania, ostatniej mszy i konferencji, oraz chwila przerwy, w której nasi kochani chłopcy poświęcili swój cenny wolny czas i odśnieżyli przed ośrodkiem. Czyżby przedświąteczny cud?

Tego dnia nie było już słychać narzekań, chociaż… Jedyne co dało się usłyszeć to „Czemu tak krótko?”, „Nie możemy zostać dłużej?”, „A było tak super!”, „Ja chcę jeszcze raz”, „Szkoda mi stąd wyjeżdżać” i wiele innych. Jak widać rekolekcje z dobrą kadrą animatorską potrafią zmienić nawet najbardziej zatwardziałego przeciwnika.

Wspomnę jeszcze o wspaniałym jedzeniu przygotowanym przez „Ciocię”. Wszyscy mieli pełne brzuchy i nikt nie chodził głodny.

Podsumowując – pozory czasem mylą i tak było też tym razem. Z początku przerażające miejsce bez dostępu do Wi-Fi, z 3 posiłkami dziennie, kolejkami do prysznica aż po same drzwi i wspólnymi łazienkami okazało się dla nas niejako 2 domem. Mało kto chciał wyjeżdżać. Wszyscy wrócili wręcz odmienieni, z uśmiechami na twarzach, jakby zupełnie inni ludzie, ale czy aby na pewno?

Na sam koniec pozwolę sobie zacytować słowa, jednej z bardzo ważnych dla mnie osób. „Wszyscy wrócili wielce nawróceni, ale po tygodniu i tak im się odwidzi i znów będą tacy sami”

Chciałabym się odwołać do tego cytatu, ponieważ zainspirował mnie. Uważam, że jest w tym sporo racji. Rekolekcje zmieniają człowieka, pozwalają zrozumieć błędy, dają nam chwilę do zastanowienia się nad sobą, do głębszej i dłużej rozmowy z Bogiem. To nie tylko zabawa, ale głównie chodzi tu o sprawy duchowe. Pobyt na tych rekolekcjach faktycznie uświadomił niektórym to co ważne, mimo wszystko były osoby, które naprawdę się zmieniły, głównie osoby nie wyróżniające się z tłumu. Znalazły się też na pewno takie, które tylko na początku, zaraz po powrocie, byli „święci” i wydawało im się, że są nawróceni.  Jednak słowa bez czynów nie dają nic. Są całkowicie puste. Można mówić, że się wierzy, a robić coś co zupełnie temu zaprzecza.

Podsumowując uważam, że rekolekcje powinien przeżyć każdy człowiek bez względu na wiek czy płeć. Jest to czas odpoczynku, zabawy, zatrzymania, zastanowienia nad sobą, a przede wszystkich głębszego spotkania z Bogiem. Jednak nie należy się za bardzo odnosić ze swoim „nawróceniem” i postępować po nich tak jak się na nich postanowiło, a nie zmieniać zachowanie po tygodniu, bo to nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, że trzeba wierzyć i nie wstydzić się Boga. Wręcz oddać mu się w całości. Siebie i wszystko co nas trapi, co nam dokucza, co nas męczy. To właśnie rekolekcje dają nam możliwość zrobienia tego wszystkiego, przy okazji we wspaniałej atmosferze. J

Autor: Jagoda Wolanin