Recepta na zdrowe wewnętrzne serce…

4064

W świecie, w którym żyjemy, coraz więcej uwagi poświęca się sprawie zdrowego stylu życia. Pojawia się coraz więcej kampanii medialnych zachęcających do codziennego, przynajmniej półgodzinnego spaceru, uprawiania sportu, zażywania konkretnych suplementów diety, racjonalnego odżywiania. Wszystko to ma służyć poprawie kondycji ludzkiego ciała. I pewnie dobrze, że tego typu zachęty trafiają do ludzi i są przez nich realizowane. Stąd więcej amatorów ruchu, biegania, kolarstwa, jazdy na nartach czy też szybkich spacerów przy pomocy kijków – nordic walkingu. Także nowe nawyki żywieniowe, np. spożywanie większej ilości warzyw, docierają po woli do większej liczby rodzin. Przekonujemy się, że troska o nasze ciało jest najlepszym sposobem zapobiegania różnego rodzaju chorobom, zwłaszcza serca.

Zdrowy duch

W takim kontekście warto postawić pytanie: jak jest z naszą dbałością o duszę, o sumienie? Wszak jesteśmy istotami nie tylko cielesnymi, ale i duchowymi. Jak uczy doświadczenie, nie zawsze w podobny, wystarczający sposób dbamy o tę drugą stronę medalu. Może wreszcie czas na promocję zdrowego stylu życia także i w tej dziedzinie? Wydaje się, że i w tym względzie zaczyna się coś dziać. Papież Franciszek już dwukrotnie zalecał wiernym misericordinę, ów różaniec zapakowany w pudełko przypominające opakowanie z leków, który może służyć do codziennego odmawiania tajemnic różańcowych, ale także koronki do Bożego Miłosierdzia. W ten sposób, na zasadzie suplementu diety, można wzmocnić nadwątlone dusze, które coraz bardziej wikłają się w sprawy czysto ludzkie, osłabiając kondycję sumienia i serca – symbolu zdolności kochania. Dzisiejszemu człowiekowi potrzeba ochrony przed wciąż zaraźliwym egoizmem, osłabiającym właściwy rytm wewnętrznego serca. Wydaje się, że dobrze współgra ta myśl z przeżywanym przez chrześcijan Nadzwyczajnym Jubileuszem Miłosierdzia. To Boże Miłosierdzie i jego przejawy mają być lekarstwem na choroby obecnego stulecia. Ich przekazywaniem zajmuje się Kościół, który papież Franciszek postrzega jako „szpital polowy”, w którym opatruje się podstawowe rany duszy. Powstają one przy okazji bolesnych rozczarowań, zwłaszcza na płaszczyźnie miłości, czyli serca. Być może jednym z głównych problemów zdrowia duchowego jest brak poczucia bycia kochanym i zdolności kochania innych. Serca zarażone wirusem egoizmu niejednokrotnie ranią innych i z biegiem czasu i przyzwyczajenia przejawiają trudności w okazywaniu prawdziwej miłości innym. Na czym polega prawdziwość, autentyczność owej miłości? Pozostaje ona ciągle bezinteresownym darem z siebie skierowanym ku drugiej osobie, a także pragnieniem jej dobra.

Rozgrzewka słuchania

Co zrobić, aby dopomóc naszemu wewnętrznemu sercu pozostać w dobrej kondycji? W tym względzie przychodzi nam z pomocą Jezus, który w Ewangelii sformułował konkretne wskazania. Wydaje się, że jednym z pierwszych jest gotowość słuchania. Nie przypadkiem ewangelista Marek, w przeciwieństwie do Mateusza i Łukasza, poprzedził wskazanie dotyczące miłości Boga i bliźniego słowem „słuchaj” (Mk 12,28-31). Postawa słuchania uodparnia nas przed chęcią dominacji nad innymi, wyrabia cierpliwość wobec drugiego, poddaje niejednokrotnie w wątpliwość jedynie słuszne rozwiązania korzystne tylko dla nas, innym zaś razem pomaga odnaleźć argumenty jakby z zewnątrz, ułatwiające nam dobre rozwiązanie ludzkich problemów. Słuchanie poszerza serce, wyrabia w nim większą wrażliwość, uczy szacunku wobec „ty”, doprowadza do porozumienia.

Ćwiczenia miłosierdzia

Nie bez znaczenia dla zachowania dobrej kondycji wewnętrznego serca jest gotowość przyjmowania, ale i praktykowanie miłosierdzia. W tym względzie warto wykorzystać wskazania Jezusa zapisane w Ewangelii według św. Łukasza w rozdziale 6. Właśnie one stały się dla papieża Franciszka wytycznymi na dobre przeżycie Roku Miłosierdzia, co też zaznaczył w bulli Misericordiae vultus (Oblicze miłosierdzia, nr 14). Droga, która może być przyjęta jako zestaw wyzwań, a zarazem ćwiczeń na czas Nadzwyczajnego Jubileuszu, sprowadza się do czterech konkretnych wskazań do codziennego praktykowania: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone; dawajcie, a będzie wam dane …” (Łk 6,37-38). Oto zestaw praktyk, które ostatecznie pomagają zachować wnętrze człowieka w dobrej kondycji. Ich niezbywalną zaletą jest odniesienie w jakimś sensie do wieczności. Zasada: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” pomoże zachować nasze serce w konkretnej praktyce miłości, która ciągle jest wysiłkiem. Ten typ wysiłku zaś dla niezakłóconej pracy wewnętrznego serca jest jak najbardziej wskazany. Sądzenie jest zajmowaniem pozycji Boga, bo przecież On jest prawdziwym Sędzią, który potrafi przenikać na wskroś serce człowieka i odnaleźć w nim nawet kilka procent prawdziwej miłości, przyciągającej łaskę usprawiedliwienia. Potępienie wprowadza w relacje lęk, który nie jest przyjacielem miłości. Odpuszczanie przewinień – przyspieszenie wewnętrznego serca, pomaga nam pozostać braćmi i siostrami, czyli dziećmi jednego Boga, który jest nad każdym z nas. Dawanie, jako praktyka prawdziwej miłości, pomaga nam zaangażować serce w przemianę naszego otoczenia w rzeczywistą cywilizację miłości, która również, w przeciwieństwie do cywilizacji śmierci, służy naszemu wnętrzu.

Wszystko dla większej miłości…

Wydaje się, że te cztery codziennie praktykowane ćwiczenia, przygotowane przez rozgrzewkę słuchania, mogą konkretnie zadbać o nasze wewnętrzne serce, a gdy będzie ono jeszcze karmione modlitwą i poddawane sakramentalnym zabiegom, może właściwie funkcjonować. Pozostanie ono ciągle wrażliwe na Boży podmuch miłości, delikatne działanie Ducha Świętego oraz na potrzeby bliźniego, nawet te nie do końca wyrażone. Warto więc podjąć takie ćwiczenia, aplikować je już od młodości, wtedy miłość, a nie poczucie przynależności albo tradycja, będzie wyznacznikiem chrześcijaństwa. A może słowa Tertuliana (+220), dotyczące pierwszych chrześcijan: „Popatrzcie, jak oni się miłują”, będą powtarzane przez tych, którzy od wiary w Chrystusa odeszli. Może na tym ma polegać „iskra miłości” odnawiająca naszą europejską wspólnotę, naszą ojczyznę i jej małeodzwierciedlenia w postaci miast, miasteczek, wiosek, a w końcu i rodzin. Być może właśnie po to będzie wizyta papieża Franciszka w Polsce oraz Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, by odpalić ową iskrę. Jeśli tak, to pomóżmy, zaczynając od siebie. Zadbajmy o kondycję wewnętrznego serca.

Sławomir Kamiński SCJ

Czas Serca 142