Rozstanie

103

Na stole placek jęczmienny,

suszona  ryba, kilka  jabłek granatu,

może  figi…

na znak zgody położyła dłoń na Jego dłoni.

Zebrał jedzenie i chustę modlitewną do sakwy.

Poważny, skupiony,  bo oto  nadszedł  kres

czasu  Milczenia, Pokory i Obowiązku.

To przyszło nagle

zrozumiał, że teraz  musi odejść.

Podciągnął tunikę ponad kostki,  z namysłem zacisnął pas mocniej,

ucałował mezuzę przybitą do drzwi i przytulił Matkę.

Miriam stała w cieniu,   jak zawsze

od tamtego Tajemniczego Zacienienia,   i teraz też gotowa przyjąć

to co ją przerażało, i pocieszało,

syciło goryczą, i dziwną słodyczą jednocześnie.

Nie widział  Jej twarzy,

nie szukał   oczu szeroko  otwartych  niemym pytaniem,

które  samo w sobie już  stawało się odpowiedzią.

 

Powoli schodził ścieżką ze wzgórza.

Jego postać  gubiła się  w szarym świetle przedświtu.

Matka stała w drzwiach

mocno zaciskając w drżących ustach łkanie,

którego On nie miał usłyszeć.

Nie chciała, żeby usłyszał.

Jezus obejrzał się i zobaczył rozmazany  bladością tego świtu

wymuszony uśmiech Matki.

Niech Cię Bóg prowadzi Synu! – powiedziała.