Światło

152

Światło

Poranek  grudniowy

jasnością spadł  na   przemarznięte  balkony miasta.

Czy to słońce, którego blask niespodziewany

zatrzymał mnie  i przykleił zachwytem do szyby?

Czy  to cząstka światła Twego Żłóbka oczekiwana,

rozdawana jak  grudniowa nadzieja ?

A  Matka  już wyruszyła  do Betlejem

cicha,  odważna ,  Niepokalana.

 

Światłem groty    płomyk  z ogniska,

ogrzewaniem oddech osła,

jeszcze siano, jeszcze w kącie jakieś śmieci,

jeszcze skromne legowisko,

jęk zmęczenia, ból rodzenia.

Panie w   ręce  Twoje wszystko.

Z woli Twojej, słowa Twego

A  Józef cichy , troskliwy, oddany

z tobołka wyjmuje mały  skrawek chleba,

o, gdybym  mógł  Maryjo   w tej ciężkiej chwili

 karmiłbym cię miła czystą kromką nieba.

I płaszcz  swój oddaje,  i burką otula,

i z miłością ogrzewa przeziębnięte dłonie,

jakiż  anioł tu zajrzy, skrzydłem białym osłoni,

puchem białym wymości  lodowaty żłóbek?

Nie było, nie było niczego, gdy Jezus  się rodził!

Już pierwsi  goście  wnieśli   zimny oddech wiatru,

czołami w hołdzie przypadli do ziemi.

Paterze zadziwieni,  pasterze zalęknieni,

przyszli wraz z gwiazdą co przyniosła światło.

Obrazy przemijają , odwracam twarz od szyby

i odchodzę pełna  przedziwnej tęsknoty

za światem, w którym żyłeś Jezu , a który nie wiedział,

że ten raz jedyny był światem szczęśliwym.